Zawsze chciałem pisać o muzyce, ale nigdy nie czułem się wystarczającym specjalistą. Czytając muzyczne recenzje, nie raz łapałem się na tym, że jakieś określenie jest mi zupełnie obce. Moja wiedza od tego czasu nie urosła do imponujących rozmiarów, ale zmieniło się trochę moje postrzeganie pisania o muzyce. Przede wszystkim chodzi o emocje, a nie o to, żeby rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze i opisać jakby było wzorem matematycznym, operując nazwami, których przeciętny słuchacz nawet nie rozumie. Dlatego przełamałem trochę mój strach przed ośmieszeniem się, bo nie zamierzam udawać znawcy, którym nie jestem. Nie zamierzam nawet oceniać, czy tym bardziej recenzować płyt. Chce móc wam tylko pokazać to, co mnie w ostatnim czasie zachwyciło i czym się zasłuchiwałem. Forma tej serii miałaby standardowo polegać na przedstawieniu Wam, w każdym odcinku, po kilka zespołów/artystów, głównie tych niszowych, o których bardzo możliwe, że nigdy nie słyszeliście, i napisaniu kilku słów o nich. Głównie skupieniu się na konkretnych płytach lub utworach, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Jednak, jako że muzyki jest dużo i nie o wszystkim dam radę napisać, to założyłem specjalnie fanpage serii, na którym będę publikował dużo fajnej muzyki, więc zapraszam Was tam bardzo serdecznie. To tyle słowem wstępu, przejdźmy więc do części właściwej.

 

Bohaterem dzisiejszego odcinka będzie Mat Cothran.

 

Coma Cinema

Chciałoby się napisać, że jedyna coma zdatna do słuchania, ale obiecałem sobie, że nie będę chamski. (Przynajmniej dopóki nie wyrobie sobie reputacji.)
Tak więc, Coma Cinema to jednoosobowy projekt Mata Cothrana z Północnej Karoliny. Ma aktualnie na koncie 4 albumy, które można odsłuchać na jego profilu w serwisie bandcamp.com. W zasadzie to zawiesił on działalność, ponieważ Mat rozpoczął nowy projekt, ale o tym  dopiero za chwile. Ostatnia płyta Coma Cinema powstała w 2013 roku, jednak na moim pierwszym miejscu znajduje się krążek z 2011 – Blue Suicide. Całość można by nazwać indie pop’em, ale oferuje o wiele więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka, albo ucha. Całość utrzymana w spokojnym klimacie lo-fi, z delikatnym synthem w kilku utworach.



Elvis Depressedly

 

 

Drugim projektem Mata zapoczątkowanym w 2011 roku był zespół Elvis Depressedly, który działa do dziś i ma na koncie już 7 albumów. Całość, jeszcze bardziej niż w Coma Cinema, umacnia się w stylu lo-fi, co osobiście bardzo mnie cieszy. No bo kto lubi ładnie brzmiące albumy. W każdym razie jeden z moich ulubionych zespołów, polecam.

 



Dziękuje ślicznie za dzisiaj i jeszcze raz zapraszam na fanpage Muzycznych Pocztówek.