Po obejrzeniu tego filmu, poczułem się zobligowany, żeby go komuś polecić. Wypadło na Was.

Dzieło Davide’a Manuli’ego, z 2012 roku, zrobiło na mnie całkiem spore wrażenie. Przyznam szczerze, że spodziewałem się jakiegoś pseudoartystycznego kina, opierającego się na absurdalnej dziwności, która początkowo może ciekawić, ale po czasie robi się przaśna i durna. I o ile z początku wszystko wydawało mi się właśnie takie jak sądziłem, tak z każdą kolejną minutą rosło we mnie jakieś nieodparte wrażenie, które około połowy filmu wyewoluowało w pełną myśl. Mianowicie zdałem sobie sprawę, że to jest całkiem dobry film.

Żeby go zrozumieć, wymagane jest wiedzieć kim był historyczny Kaspar Hauser. W tym celu odsyłam do wikipedii. Nawet jeśli nie chcecie oglądać tego filmu, to polecam dowiedzieć się kim był Kaspar, bo jest to postać bardzo ciekawa.

Na podstawie jego legendy Davide Manuli buduje swoją własną interpretację. Być może znacie film Wernera Herzoga – „Zagadka Kaspara Hausera”. Dodać trzeba, że dzieło Manuli  w żaden sposób nie próbuje wejść w dialog z Herzogiem. Jest bytem w pełni samoistnym.

 

 

Akcje filmu dzieje się na bliżej nieokreślonej wyspie, której mieszkańcami są: Księżna (Claudia Gerini), jej Służący (Marco Lampis), Ksiądz (Fabrizio Gifuni), Dziwka (Elisa Sednaoui), Szeryf i Pusher (w obu rolach Vincent Gallo) oraz Mężczyzna z mułem. Pewnego dnia morze wyrzuca na brzeg Kaspara Hausera (Silvia Calderoni), którego zabiera ze sobą Szeryf. Mieszkańcy wyspy widzą w Kasparze zupełnie różne osoby – następce tronu, mesjasza, idiotę, wroga…

Całość nakręcona jest w pięknym kontraście czerni i bieli z malowniczymi widokami włoskiej wyspy. Jedną z głównych ról odgrywa tu muzyka elektroniczna (autorstwa Vitalica), która wprowadza Kaspara w trans i tego samego próbuje z widzem.

Nie jest to film dla wszystkich, ale możecie ocenić czy wam się spodoba po obejrzeniu trailer’a, który całkiem dobrze oddaje ogólny klimat tego dzieła. Osobiście polecam.