Salvia Palth to jednoosobowy projekt Daniela Johanna z Nowej Zelandii. Prawie jednoosobowy, bo jak możemy przeczytać na facebooku „daniel johann lines plays everything except drums and ike plays those so like cool”.

Pod nazwą Salvia Palth wydał tylko jeden album – Melanchole w 2013 roku, a w czerwcu bieżącego roku powstał jego remaster. Mimo, że sam Daniel ma na swoim profilu na bandcampie 9 solowych albumów, to chciałbym skupić się właśnie na Melanchole, wydanym jako Salvia Palth.

Pierwsze określenia jakie przyszły mi namyśl po przesłuchaniu tej płyty to marzycielska, a zarazem melancholijna. Całość utrzymana mocno w hipnotyzującym klimacie dream popu, momentami uderzająca w mocny, chaotyczny, hałaśliwy i brudny shoegaze (#3 i don’t want to ask your father or anything, #7 post-traumatic all-night-long ). Bardzo mocną uwagę zwraca sposób przejść między kawałkami, kończą się one dosłownie w połowie wersu, następuj kilka sekund ciszy i zaczyna się kolejny utwór. Zabieg ciekawy, ale ciężko się do tego przyzwyczaić i za każdym razem ma się jakieś podświadome uczucie jakby zepsuły ci się głośniki/słuchawki, przez co wybija cię trochę z tego transu, w który wprowadził cię utwór. Może to i dobrze bo nie stanowią one jednej zwartej formy, każdy jest doświadczeniem samym w sobie i takie nagłe wybicie lepiej przygotowuje cię do następnej podróży.
Całość utrzymana w stylu lo-fi, mam chyba straszną słabość do takich nagrań. Ktoś kiedyś dobrze to ujął, mówiąc, że :”Lubię muzykę robioną na odpierdol”. I zgadzam się, a nawet powiem więcej, że odnosi się to do całej sztuki. Malowidła nie powinny być zbyt malownicze. Dlatego ten album doskonale we mnie trafia, z całym swoim smutkiem, melancholią, rozmarzeniem i brudną autentycznością, które uderzają w mur rzeczywistości i rozbryzgują się drobne kawałeczki.

 

Zapraszam na fanpage Muzycznych Pocztówek, gdzie staram się wrzucać duże ilości dobrej muzyki.

 

album na youtube | album na bandcamp