(Pierwsza część cyklu Kwiaty Zła, o „książkach zbójeckich”, które mogą być niebezpieczne, ale niezaprzeczalnie warte przeczytania i wnoszące wiele nowych perspektyw dla tych wszystkich smutnych ludzi, którzy mogą je czytać pomiędzy jednym, a drugim papierosem. Dodam też kilka fotografii, rysunków i obrazów, które, moim zdaniem są ładne i oddają w mniejszy lub większy sposób klimat tego, o czym napiszę)

 

                                         Czym w teraźniejszych czasach dla ludzi są książki?

          Niczym, albo wszystkim, zależy od człowieka – wiadomo. Jednak nie zmienia to faktu, że większość ludzi albo nie czyta wcale, albo traktuje to jak przymus, nie wnoszący za sobą niczego. A to chyba największy błąd w tym wszystkim, bowiem nic tak jak dobra książka nie potrafi popsuć lub poprawić samopoczucia, czy nawet wpłynąć na życie.

        Julio Cortazar, bo tak nazywa się autor, w swoim utworze zmusił czytelnika do stawania się partnerem autora i bycia uczestnikiem swobodnych wędrówek po kartach powieści, obarczając go winą za wszystkie nieszczęścia. Dlatego też w Grze w klasy zaproponował odbiorcy swobodny wybór kolejności rozdziałów i wydarzeń, tak, aby z każdym powrotem do utworu można było odkrywać coraz to nowe konteksty i połączenia losów bohaterów. Książkę można czytać od pierwszej do ostatniej strony, lub według własnej, niczym nie ograniczonej konfiguracji wydarzeń. Tak skonstruowana powieść nigdy nie stanie się przewidywalna, ani nudna, mimo wielokrotnego do niej powracania i za każdym razem może wywoływać inne emocje w czytającym.

 

          Tak właśnie można określić najlepszą (w każdym razie skromnym zdaniem piszącego te słowa) powieść tego argentyńskiego pisarza, żyjącego w XX wieku, która składa się z trzech części: Z tamtej strony; przedstawia epizody z życia paryskich bohaterów, takich jak Horacio Oliveira, który prowadzi nieskrępowane i pozbawione dyscypliny życie w środowisku francuskiej bohemy lat sześćdziesiątych, wraz ze swoją kochanką Magą, z którą łączy go uczucie tak piękne jak tragiczne; Z tej strony, opowiada o jego przygodach po powrocie do swojej ojczyzny – Argentyny. Ostatnia część: Z różnych stron – jest już tylko luźnym zbiorem tekstów, które można pominąć, gdyż nie odnoszą się do głównej fabuły, jednakże czytając je w określony sposób w kluczu zaprezentowanym przez autora można uzyskać dodatkowe informacje o powieści i wydarzeniach w niej zawartych.

         Niecodzienna struktura powieści wzmaga się tak, jak psychiczne rozchwianie głównego bohatera. Horacio nie ufa żadnej teorii, żadnej prawdzie i pozbawiony woli działania grzęźnie w irracjonalności swoich dążeń i w całym swoim paryskim spleenie. Podważa rzeczywistość i szuka jej głębszego sensu, przez co dochodzi do granicy obłędu. Ale zawzięcie wierzy, że jest coś ponad Paryż, ponad Pont des artes, ponad papierosy marki Galouises (o których powstał przynajmniej jeden dobry utwór). Wierzy, że jest więcej, niż można zobaczyć gołym okiem, że istnieje inny świat, a ten, w którym żyje jest tylko zniekształconym odbiciem.

 

           Horacio mieszka w jednopokojowym mieszkaniu w Paryżu, mieście miłości. Samotnik na własne życzenie, który nigdy nie może znaleźć sobie miejsca w świecie błąka się wśród metafizycznych rzek, jak mawiają o nim inni bohaterowie powieści. Z przewrażliwieniem i uporem poszukuje uzasadnień dla swoich filozoficznych problemów, poruszając się po Paryżu jak po marzeniach o mieście, nie zaś jak po ulicach opatrzonych konkretnymi nazwami. Znajduje w stolicy Francji swoją drugą połowę Luisę – Magę, niedostępne uosobienie miłości, kobietę, która w zamyśleniu idzie przez świat, podnosząc z chodników kolorowe sznurki, kobietę bawiącą się z każdym napotkanym kotem. Maga, która wymyka się rzeczywistości, prowadzi z nim nieustanną grę, w której pozbawia go coraz to nowych masek, czemu czytelnik staje się współwinny, ponieważ to on wybiera kolejność, obdzierając powoli głównego bohatera z całej jego tajemnicy.

           Nie da się zaprzeczyć, że Gra w klasy to powieść rewelacyjna i genialna w swojej konstrukcji. Jak podaje opis jej okładki – stała się biblią dwudziestowiecznej młodzieży, ponieważ można w niej znaleźć odpowiedzi na niemal wszystkie pytania, jakie sobie młody człowiek może zadać. Bohaterzy tej oryginalnej prozy, uganiając się za poszukiwaniem wyjaśnień swojego stanu wegetacji są wiecznie młodzi i aktualni. Raz po raz zaskakiwani własną niewiedzą błądzą i zadają pytanie: dokąd i co najważniejsze – dlaczego – toczy się ich życie?  Nawet jeśli wydaje się im, że pełnią ważne role, nie są niczym więcej niż postaciami epizodycznymi we własnym życiu, o którym decyduje jakaś wyższa i nieznana siła.

           Krytycy określają język Cortazara jako dożylny, który dotyka czytelnika, pozostawiając w nim niezatarte ślady, oraz zmusza do zastanowienia się nad własnymi poczynaniami i wartościami.

           No i można tam znaleźć kilka dobrych bluesowych kawałków.

 

Moim zdaniem jest to powieść godna bycia określoną mianem biblii dla niektórych. I tu przywołam kilka słów, pasujących tutaj – moim zdaniem – napisanych przez Marka Hłasko „takich którzy za bardzo lubią kino, aby uwierzyć im wtedy, kiedy po paru szklankach alkoholu przekonują innych, że są szczęśliwi”.

 

paweł podpis