Pytanie na pierwszy rzut oka (i rozumu) wydaje się nielogiczne, a dana czynność niemożliwa. Przypomnijmy sobie jednak słynne słowa Donniego Darko z filmu Richarda Kelly’ego, który każdy z nas zapewne  miał okazję obejrzeć (Jeśli nie, to zachęcam).

 

Według głównego bohatera, akt niszczenia jest tożsamy z aktem tworzenia. Nie zawsze jednak owa dualistyczna działalność przynosi pozytywne skutki, np. Wielki Wybuch -> powstanie świata (o zgrozo!). Aczkolwiek czasem nowa jakość, narodzona z destrukcji, zyskuje walory, które sprawiają, iż przewyższa ona wartością swój uprzedni byt. Dokładnie tak dzieje się w przypadku filmów nurtu found footage. Główną techniką w produkcji owych dzieł jest eksperymentowanie na taśmach istniejących już filmów, zazwyczaj należących do innych twórców, tj. poddawanie ich prześwietlaniu, podpalaniu, cięciu, niestandardowemu sklejaniu, malowaniu, rysowaniu i innym torturom.

Jednym z przedstawicieli tego gatunku jest Bill Morrison (ur.1965, Chicago), artysta, reżyser i producent filmów eksperymentalnych oraz dokumentalnych. Poniżej prezentuję jedno z jego wielu psychodelicznie malowniczych dzieł, które tematycznie i wizualnie przenosi nas w świat dzieci kwiatów, czasów wolności i liquidowych przygód. (Poważnie zastanawiam się czy nie łączy go przypadkiem jakieś pokrewieństwo z Jimem Morrisonem)

Ogólnie Bill Morrison jest bardzo płodnym (w kontekście filmów oczywiście, w tym drugim kontekście niesprawdzone info) i różnorodnym stylistycznie artystą, dlatego polecam odwiedzić jego oficjalną stronę  http://billmorrisonfilm.com i głębiej zaznajomić się z jego twórczością.

Oprócz niego, wartym uwagi i zupełnie odmiennym artystą jest Peter Tscherkassky (ur. 1958, Austria), zajmujący się reżyserią, historią i retoryką kina. Jego dzieło, “Outer Space”, utrzymane w konwencji thrillera/horroru, stanowi czarno-biały obraz pełen niepokoju i nieustannie narastającego napięcia. Dokonane na taśmie filmowej zabiegi sprawiają, iż przestaje ona być jedynie nośnikiem owej historii, ale również staje się niejako jednym z bohaterów oraz głównym elementem napędzającym akcję. Poprzez swoje pulsowanie gwałtownie deformujące obraz, wchodzi jak gdyby w rolę niewidzialnego psychopaty i wywiera wpływ na filmowe postaci.

Więcej o tym panu tutaj: http://www.tscherkassky.at

Ostatnim, jednak niemniej ważnym, found footage’owcem, którego chciałabym przedstawić, jest niemiecki dadaista, Hans Richter (ur. 1888, Berlin). Jego film, „Ghosts before breakfast”, w przeciwieństwie do dzieła Tscherkassky’ego, a także Morrisona, charakteryzuje nieco ironiczny, komediowy nastrój.

Prezentując tak różnorodną paletę w kwestii nastroju, ale i sposobu obrazowania, chciałam ukazać nieskończoną liczbę możliwości we wskrzeszaniu filmów. Wszystkie te taśmy pierwotnie były odpadkami: stanowiły niechciane, nieudane, niepotrzebne elementy, które twórca wyrzucił na śmietnik kinematografii. Found footage’owcy zadziałali więc jak recyklingiści. Odnaleźli porzucone taśmy  i przywrócili im nowe życie. I to jakie!