Jeżeli tak jak ja jesteś osobą, która nie przepada za świąteczną falą ogólnej ekstazy i wszechobecnej radości, trafiłeś we właściwe miejsce. Musimy trzymać się razem, nawet jeśli będą nas nazywać smutnymi kluchami. Przetrwanie świąt nie jest łatwe, wesołe reklamy i dekoracje atakują z każdej strony. Zza rogów wyłaniają się podejrzani mężczyźni przebrani za Mikołaja, którzy chcą obdarowywać cię słodyczami w zamian za twój uśmiech (nie zgadzaj się, tak naprawdę chcą twojej duszy). Sposobem na przetrwanie tego okresu jest tylko duża dawka depresantów, kulturowych depresantów. Chciałbym Wam w tym wpisie kilka polecić.

1. Filmy

Jeżeli mdli Was na widok świątecznych komedii o Mikołaju i potrzebujecie konkretnej dawki melancholii i nihilizmu to chyba mam coś dla Was. Nie znam chyba bardziej melancholijnych filmów, niż te, które stworzył węgierski reżyser Béla Tarr. Jego lista dzieł nie jest wprawdzie zbyt długa, jest on jednak reprezentantem gatunku slow cinema. Większość jego filmów trwa zdecydowanie powyżej dwóch godzin, a są wśród nich takie, jak na przykład Szatańskie tango, który trwa bagatela 7 godzin. W sam raz na spędzenie dnia nie wychodząc z łóżka. Zamiast rozpisywać się i zachwycać nad jego warsztatem, pozwolę sobie przytoczyć filmwebowy opis wyżej wymienionego Szatańskiego tanga:

Nizina Węgierska. Odcięta od świata postkomunistyczna wioska. Jej mieszkańcy prowadzą życie monotonne, pozbawione złudzeń, pełne samotności, która bez końca przypomina im o życiowej pustce. By oddalić świadomość wspólnego i indywidualnego nieszczęścia, oddają się marzeniom. Jedni pragną uciec z pozbawionego perspektyw miejsca, inni układają misterne plany, które miałyby, często kosztem otoczenia, odmienić ich życie. Wszyscy oczekują Zbawiciela. Ma odkupić grzechy. Sprawić, by życie stało się łatwiejsze, lepsze… Pewnego dnia marzenie spełnia się. Zbawiciel nadchodzi…

Nie mówcie, że to nie brzmi jak idealny plan na świąteczny film familijny.

 

2. Książki

Święta, a więc zimno. Nie warto więc wychodzić z domu, lepiej zaszyć się w pokoju i poczytać jakąś dołującą książkę. Osobiście polecam Pierwszy krok w chmurach, Marka Hłaski. Co prawda jest ona zbiorem opowiadań, wśród których niektóre są bardzo melancholijne, a niektóre mało albo i wcale. Jeśli chcecie zmniejszyć szansę trafienia na jakieś optymistyczne opowiadanie, polecam sięgnąć po twórczość czołowego teoretyka nihilizmu – Emila Ciorana. Na przykład Na szczytach rozpaczy, pozycja w sam raz na święta.

 

 

3. Muzyka

Wiem, że na pierwszą nutkę Last Christmas budzą się w Was odruchy samobójcze, dlatego chciałbym napisać o czymś mniej radykalnym. Na grudniowe wieczory polecam tradycyjnie Death in June… zresztą nie tylko na grudniowe.

 

Rekomenduje też tegoroczny album BADBADNOTGOOD, który nie jest może specjalnie smutny czy melancholijny, ale jest zwyczajnie tak dobry, że muszę się nim dzielić przy każdej okazji.

 

Te kilka propozycji na pewno pomoże Wam przetrwać święta, zapełniając pustkę w Waszych serduszkach metafizyczną zgrozą i egzystencjalnym smutkiem.

Jeśli macie jakieś swoje propozycje, które warto byłoby dodać, podzielcie się w komentarzach.