Czas na porcje dobrej muzyczki, dziś coś dla prawdziwych kowbojów, prosto z Teksasu – Holy Wave. 

Niestety to nie country, może następnym razem pogadamy o Johnie Denverze. Holy Wave to coś z pogranicza psychodelicznego surf rocka, i chociaż jest masa takich zespołów to z jakiegoś powodu ten szczególnie do mnie trafia. Nie jest to muzyka nazbyt psychodeliczna, w zasadzie to niektóre kawałki są dość normikowe, ale jest w tym fajność i to fajność bardzo wieloznaczna. Z jednej strony każdy z ich 4 albumów (3 Lp i 1 Ep) mógłby posłużyć za soundtrack jakiejś narkotycznej wyprawy po Teksasie na krowie, ale równie dobrze mogłaby to być muzyka do samochodu na co dzień. Sam chętnie słuchałbym ich muzyki w samochodzie, gdybym nie był przegrywem bez samochodu i prawa jazdy…