Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego…

I tak dalej.
Na przestrzeni lat zmieniała się kultura, odkrycia naukowe, moda, panująca religia czy ustrój polityczny. Wielokrotnie zmieniała się również moralność i mentalność ludzi. Pozostała jednak jedna z niewielu rzeczy, która cały czas potrzebna jest do życia człowieka, zaraz po tlenie, wodzie i pokarmie.
Tak, to miłość. I wszystkie jej pochodne.
Jeżeli nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze. Jest w tym wiele prawdy, bo zawirowania historyczne, a również i współczesne, tworzyły się poprzez trzy mieszające się ze sobą rzeczy – miłość, władzę i pieniądze. Każdy w pewnym momencie swojego życia, lub przez je całe, dążył do nich i dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam trudną sztukę miłości, której nie spodziewaliście się (prawdopodobnie 😉 ) u tych… najwspanialszych, koronowanych czy nie, władców lub sławnych postaci.

Znamy panów z imion i dzieł. Platon. Sokrates. Juliusz Cezar. Kaligula. Neron. Aleksander Macedoński. I wielu innych, ale te osoby, choć kojarzyć powinien każdy.
Wszyscy wydają nam się wyniośli, dostojni, ważni. Przecież to o nich uczymy się od podstawówki. Jeden był filozofem, drugi uczonym, a kolejny – władcą jednego z najpotężniejszych imperiów.
Panowie żyli w różnym przedziale czasowym, jednak jest jedna rzecz, która ich wszystkich łączy.
Homoseksualizm.
Starożytna Grecja, potem Rzym to „stolice rozpusty”. Nie było tematów ani widoków tabu. Matki swoim małym dzieciom na szyje wkładały naszyjniki z miniaturową rzeźbą fallusa – dla ochrony. W świątyniach obok wielkich posągów bóstw, niemniej skromne posągi męskich członków. Ogromne i ważne uroczystości związane z płodnością, miłością i pożądaniem.
Tak, to wszystko mowa o tych cudownych i idealnych ludziach, którzy wymyślili co to teatr, demokracja czy ogromne budowle, które przetrwały do dziś.
Szanujący się starożytny filozof czy naukowiec przyjmował do siebie uczniów – młodych chłopców, którym otwierał umysły na świat. W taką opiekę wchodziło również podziwianie ciał i… docenienie ich. Tak, pedofilia i homoseksualizm był wtedy na porządku dziennym. Było to wręcz wskazane.
Najbardziej znaną parą był chyba Sokrates wraz z Alkibiadesem, którego urzekła poezja i mądrość swojego nauczyciela.
Proszę jednak nie wyobrażać tu sobie niesamowitych orgii. Była to naprawdę delikatna i subtelna sztuka, która dawała początek dla humanizmu. Platon, Sokrates, dalej Arystoteles, Heraklit czy inni – wiedzieli jak dotrzeć do młodego pokolenia. Tak o tym pisano:

„Gdy chłopiec ma lat dwanaście, raduje mnie,
A kiedy w trzynasty rok życia wkracza, wabi mnie jeszcze bardziej,
Lecz w wieku lat czternastu słodszym jest kwieciem miłości,
Piętnaście zaczynając, rozkoszniej się kochać daje,
Szesnastoletni dla bogów wszystkich jest przeznaczony,
Zaś siedemnastoletnich nie szukam – należą do Zeusa”
Straton z Sardes

Filozofowie stronili i wręcz brzydzili się orgii, które panowały na dworach. Postać Nerona całkiem poprawnie została przekazana w „Quo Vadis?” H. Sienkiewicza, ale dodam tylko, że poza narcyzem, zadufaniem w sobie, chęcią władzy absolutnej posiadał wiele dziwnych… potrzeb. O wiele starsze od siebie kochanki, huczne, wielodniowe uczty i przykładowo, wypalanie włosów łonowych swoich kochanek.
Wcześniej, jego niedaleki poprzednik, Kaligula, niemniej szalony niż on, otworzył dom publiczny, w którym sprzedawał na usługi swoje siostry. Domyślać się można, że pomysł zaczerpnął od słynnego faraona Cheopsa, który sprzedawał swoją córkę. No cóż. Za coś trzeba było mieć piramidę.
Pedofilia, homoseksualizm, a także kazirodztwo – to wszystko w starożytności nie siało ani zgorszenia, ani obrzydzenia. Prostytucja sakralna? Nic szczególnego, dionizje musiały być z rozmachem, a w świątyniach nie mogło być ponuro.
Hulanki i harce „na cześć bogów” skończyły się ostro wraz z wprowadzeniem na te tereny chrześcijaństwa. Od tego czasu, każde odchyły, które u Greków, Rzymian, a nawet Persów czy Arabów były normalne, traktowane był jako ciężki grzech lub skandal.
Wiadomo, że w innych kulturach, nawet o wiele starszych od wyżej wspomnianych, następowały czasem gorsze rzeczy, jednak te wydają nam się chyba najbardziej nieprawdopodobne.
Chyba tak samo jak to, że Roksolana, piękna, długonoga, Hurrem istniała naprawdę.
Była niewolnicą, wziętą do haremu Sulejmana Wspaniałego z jakiejś wsi, wtedy na terenie Księstwa Moskiewskiego. Dziewczyna z haremu? Może, ale jej temperament, niebanalna uroda i spryt pozwoliły zawładnąć sercem, a potem polityką jednego z najbardziej znaczących władców XVI w.

W XIII w wciąż w Polsce trwa rozbicie dzielnicowe, dlatego nie każdy znać może tego władcę – Bolesława V Wstydliwego.
Jest to dość zabawne, ponieważ jego żona Kinga została świętą, otrzymując też przydomek Pobożna.

Jak myślicie, czy Bolesław był Wstydliwy, bo Kinga była Pobożna?
Czy Kinga była Pobożna, bo Bolesław był Wstydliwy?

Niestety, zgadza się pierwsza opcja.
Młody Bolesław zostaje ożeniony wraz z jeszcze niedorosłą Kingą, pięcioletnią węgierską księżniczką. Gdy oboje dorastają do swego obowiązku małżeńskiego odbywają się oficjalne zaślubiny. Nadchodzi północ, Bolek bierze swą Kinię i maszerują do alkowy. Zdziwi się trochę, ponieważ tam Kinia upada na kolana i ze łzami w oczach błaga męża, aby wstrzymał się jeszcze rok, ponieważ dziewictwo poświęciła Bogu. Chłop zrozumiał, przechodził rok dumny ze swej wytrwałej małżonki. Gdy nadszedł drugi rok, ich rocznica, Kinga powtarza całą sytuację. Niepewny swojej sytuacji i łagodny Bolesław zgadza się na prośbę żony. Przez dwa lata, potem trzy i cztery nie doczekują się potomstwa. Na dworze zaczyna chodzić plotka, że król nie potrafi zająć się swoją królową – jest wstydliwy. Biedny i wierny Bolesław prosi każdego by namówił jego żonę. Interweniuje nawet biskup, jednak Kinga jest nieugięta. Po pięciu latach, nasz biedaczek Boluś zmarł z nieużytym narzędziem i ciężką, niedocenioną miłością.
Znamy pana Greya od biczów, dominacji, lotu helikopterem.
Iwan Groźny pokładałby się ze śmiechu widząc jego poczynania.
Na egzekucje kazał przychodzić całej moskiewskiej tłuszczy. Było na co, bo widok krwi i dźwięki jęków to była dla niego czyta i jedyna taka atrakcja. Urządzał wielogodzinne widowiska – mordował przypadkowych ludzi złapanych na ulicach.
Iwan miał osiem żon. Jedynie pierwsze małżeństwo przynosiło mu ulgę i miłość. Pozostałe siedem, swoją chorobę (wilcza choroba, gnicie ciała potęgujące ból i odór), śmierć wielu swoich potomków i otrucie swej pierwszej żony Anastazji przez bojarów – wynagradzał sobie przez resztę życia.
Miewał napady agresji – łagodnie mówiąc. Raz gdy pragnął odwiedzić swoją synową, a ta nie zdążyła nałożyć drugiej i trzeciej „przepisowej koszuli”, z wściekłości kopnął ją w brzuch. Zmarła, a wraz z nią jej nienarodzone dziecko. Gdy syn, również Iwan, pobiegł po wyjaśnienia dostał kuksańca od ojca – takiego kuksańca, że zmarł.
Iwan Groźny rozkochał się w okropnej rzeczy – w cierpieniu innych. Nie ma raczej większego sadysty w kartach historii niż on.
Gdy w drugiej połowie XVI w rozeszła się plotka, że ziemie nowogrodzkie mają zostać sprzedane królowi polskiemu, miłość do cierpienia zwyciężyła w życiu Iwana i tym razem. Zdarzenia z tych pięciu tygodni, podczas których ludność nowogrodzka została wyrżnięta na bestialskie sposoby w pień zapisały się jako rzeź nowogrodzka.
Gotowanie ciał i rozdawanie z nich zupy żebrakom, wylewanie na ludzi lodowatej wody przy trzydziestostopniowym mrozie, wsadzanie ludzi do armat i wystrzeliwanie, topienie, palenie żywcem, zaszywanie w gnijące trzewia bydła – to wszystko i wiele innych było na porządku dziennym.