Relacja – Tycho (Warszawa, klub Niebo)

 

Scott Hansen jest amerykańskim instrumentalistą i kompozytorem, który działa aktywnie już od 14 lat. Dziś uważany za jedną z bardziej wyrazistych i charyzmatycznych postaci w świecie muzyki elektronicznej, przyciąga na swoje koncerty tłumy wiernych fanów.

Kiedy okazało się, że otwarciem festiwalu World Wide Warsaw jest Tycho – bilety rozeszły się w mgnieniu oka i niemrawa pogoda przestała przeszkadzać za biurowym oknem. Bez namysłu przelałem kasę na konto organizatora, chwilę później wejściówka wylądowała na moim mailu. Wszystko zapowiadało się pięknie, po dobrych wrażeniach z koncertu Bonobo, byłem pełen nadziei na kolejne niezapomniane elektroniczne show. 16 lutego (około godziny 20:30), tanecznym krokiem pognałem do stołecznego Nieba. W kolejce wyczuwalne było podekscytowanie, im bliżej wejścia – tym lepiej było słychać muzykę wydobywającą się z klubu. Sprawne sprawdzanie biletów, kurtka do szatni, numerek i moim oczom ukazała się scena, a przed nią tłum ludzi czekających na głównego artystę wieczoru.

photo by Sanna Viinikka (@blondskutt)

Cały koncert można opisać w trzech etapach;

  • Pierwsze piwo:  Sam początek nie był taki zły – oprawa wizualna całego występu robiła naprawdę ogromne wrażenie, kawałki z nowej płyty „Epoch” + „A Walk” z krążka „Dive” wprawiały w dobry nastrój. Wtedy nie docierało do mnie jeszcze jak można spieprzyć sprawę nagłośnienia, przy artyście takiego formatu…
  • Drugie piwo:  Zacząłem się zastanawiać – „Może mam coś ze słuchem?”. Szybko poszedłem do baru i poprosiłem o coś, co ma 9%. Niestety piwo nie pomagało rozwiązać problemu brzmienia muzyki. Słuchając dalej, byłem już lekko poirytowany.
  • Trzecie piwo: Bez jakiejkolwiek wiary w poprawę całej sytuacji (bo nawet granie największych hitów nie pomagało), sączyłem kolejne browary. Z „zegarkiem w ręku” czekałem na koniec widowiska. Na twarzach wielu osób, można było wyczytać rozczarowanie. Nie szczędzono również krytycznych uwag kierowanych w stronę organizatorów.

Po wszystkim (z energetykiem w ręku), udałem się do domu. Jadąc tramwajem, wylałem całe rozgoryczenie koleżance – używając kilkunastu słów, powszechnie używanych za obraźliwe. W głowie pojawiła się też myśl, że lepiej byłoby odpalić playlistę Tycho z iPoda i tylko na to wszystko patrzeć…

 

Poniżej cały koncert Tycho z Nieba: