serwusik
Dzisiejsze Muzyczne pocztóweczki wypadają w piątekpiateczekpiątunio, więc wypadałoby jakieś weekendowe wałki pokazać co by czytelnikowi w ucho wpadły.

Bardzo lubię określać muzykę za pomocą przedmiotów, sytuacji i miejsc. Będzie podobnie z przypadkiem tego czteroosobowego zespołu.  Wyobraźcie sobie, że jesteście w parku, losowe słynne californijskie miasto, jesteście z trójką waszych ulubionych znajomych. Wszystko wydajecie na dragi, byleby się srogo uwalić tego wieczoru. Trawa, kwasy, cokolwiek. Wjeżdża ciężka kawaleria, tańczycie, nie przejmujecie się niczym. Obchodzi was tylko to co się dzieje wokół. Nie interesuje was szkoła, praca, rodzina. Liczy się dobrze spedzony czas.

Następnego ranka budzicie się w apartamencie, piszczy biedą, wasza dziewczyna śpi z waszym kumplem. Dopalasz resztę skręta z popielniczki, idziesz na dechę, śmigasz, wracasz, wpadasz do znajomych, wszczykujecie sobie tą maryhuane od bastajpana, ale tym razem gdy się budzisz dziewczyna jest obok ciebie. Super, kolejny zwykły dzień.

Tak w sumie sobie wizualizuję muzykę Fidlar.
Co do ich nagrań, najlepiej wypada dla mnie Wake Bake Skate, Chinese weed, oraz Awkward. Czasami posłucham czegoś z ich najnowszego albumu, wyszedł super, jednak nie brzmi tak garażowo jak ich pierwsze nagrania którym jestem bardzo oddany.

Tak czy inaczej, miłego weekendu!