Dziś kontynuuję poruszony wcześniej, lecz niewyczerpany temat. Miłość? Zdarza się najlepszym.

O ciężkiej miłości najlepiej mógłby wypowiedzieć się Jan III Sobieski.
Ukochał swoją żonę tak mocno, że do końca życia był jej bezgranicznie wierny. Postrach wrogów, doskonały wódz i król? Ale również delikatny i czuły mąż. Romans z Marysieńką Kazimierą rozpoczął się gdy ta została już poślubiona Janowi Zamoyskiemu. Nie przeszkadzało im to zbytnio, a zresztą niedługo Zamoyski zmarł i zakochani mogli się pobrać.
Sobieski stracił dla tej dziewczyny głowę, a gdy wyjeżdżał na wyprawę wojenną strasznie ubolewał. Pisał do niej listy, nawet już z drogi, wyznając miłość gdy tylko mógł.

„Ja i z tą jedną cały rok już nie mieszkam, co nie tylko się przyrodzeniu przykrzy ale i zdrowiu szkodzi!”
Z listu Sobieskiego do żony.

Niestety Marysieńka nie darzyła Jana takim uczuciem. Jak się okazało, wizja małżeństwa z nim wydawała się jej bardziej korzystna niż z Zamoyskim. I jak później się też okazało, to właśnie ona doprowadziła swojego drugiego męża do śmierci – pustką, zimnem i syfilisem.
Może i to zła kobieta była, ale jednak seks oralny do Polski przywiozła.

Wyciągając brudy tych wspaniałych królów warto wspomnieć również o królowych. A dokładniej o carycy – Katarzynie, wielkiej miłośniczki sportów łóżkowych, która zaspokajała swoją chuć specjalnie wyselekcjonowaną metodą. Rajtuzami.
Wybierała mężczyzn, którzy nie wstydzili się pustki pod rajtuzami, które były akurat wtedy modne. Dzięki temu jeden z polskich oficerów zdobył całkiem pokaźny majątek.

Wybryki wybrykami, jednak Habsburgowie, podobnie jak Targaryenowie (tak naprawdę to na odwrót, bo to z tego przykładu Martin prawdopodobnie czerpał inspirację) przez całe pokolenia praktykowali kazirodztwo. Rodzinne małżeństwa prowadziły jednak do chorób genetycznych (przykładowo, hemofilia).

Francja, Wersal i cała ta „elegancja” nie była wolna od nietypowości. Można by nazwać to miejsce drugim Rzymem.
Krąży anegdotka, że gdy młody Ludwik XV przechadzał się po ogrodzie i widział co chwilę uciekających w krzaki chłopców, zapytał swego guwernera co oni tam robią. Ten odpowiedział, że łamią ogrodzenia. I to właśnie powiedzonko używano do określania homoseksualizmu we Francji.
Ten sam Ludwik XV, już dorosły, preferował zabawy z dziećmi. Nie brał na siebie grzechu defloracji któregoś z nich, jednak rozkoszował się słodyczą i niewinnością swoich zdobyczy z „Jeleniego Parku”. Był to jednak nader opiekuńczy i dobrotliwy kochanek.
Niestety, jak mawiał Ludwik XVIII – królom wybacza się kochanki, lecz nigdy kochanków. 
O czym, dość śmiało zapomniał Henryk Walezy zniechęcając podwładnych do siebie już zniewieściałym wyglądem.

O trudzie miłości przekonał się również – i to całkiem niedawno – Roman Dmowski. Spokojny, cichy polityk, zakładający, że Rosja stanie na nogi dzięki Polsce, a ona sama odzyska niepodległość, dzięki „ucywilizowaniu” swojej wschodniej koleżanki. Zakochany po uszy w pewnej wdowie, Maryśce. Trochę niezbyt dobrze się złożyło, że w tym samym czasie poznał ją również Józef Piłsudski. Dziewczyna spotykała się z oboma na raz, ale jednak męska adrenalina emanująca od przyszłego naczelnika państwa wygrała. Maryśka wybrała i razem z Józkiem zaczęli żyć na krawędzi.
Trochę głupio wyszło, bo niedługo pożył z żoną i już miał kochankę – Aleksandrę. W sumie Józek żonaty był trzy razy, do czego specjalnie zmienił wiarę na protestantyzm. Niestety, Marysia nie odwróciła się znów ku Romkowi, a ten nigdy się nie ożenił.

To tylko kilka z tak wielu przykładów, że historia nie jest taka piękna jak się wydaje, a światem nie żądzą przypadkowe decyzje czy przypadkowi ludzie. Ważne dla nas postacie nie są nieskazitelne, a czasem wręcz zaskakujące.
Pragnę rozszerzyć sylwetki niektórych z wyżej wymienionych osób, bo te kilka linijek to ledwo smagnięcie bogatego i nietuzinkowego portretu, który tworzy ogromne dzieło naszej historii.