Marzec 1930 roku. Na amsterdamskiej wystawie Martin Heidegger przygląda się dziełu, którego interpretację postanowi potem wpleść w esej dotyczący źródeł dzieła sztuki. Tym, co niemiecki filozof podziwia, jest namalowana przez Vincenta van Gogha para znoszonych butów.

W tekście Der Ursprung des Kunstwerkes Heidegger, zainspirowany nietzscheańską refleksją nad nadrzędnością sztuki wobec prawdy, rozważa inną ścieżkę: uznania prawdy jako źródła sztuki. W toku rozważań niemiecki filozof natrafia jednak na inny zgoła problem, dużo szerszy, którym jest pytanie o sam status rzeczy. Dzieła sztuki zawierają w sobie przecież pierwiastek rzeczowy, zauważa Heidegger, pojawia się zatem potrzeba uprzedniego postawienia pytania o to, czym są właściwie rzeczy. Dotychczasowe rozwiązania filozoficzne, co oczywiste, nie wydają mu się w tym względzie wystarczające. Poprzez rozważanie rzeczy jako złożenia materii i formy, tradycja filozoficzna obrała drogę rozważania istoty, odwracając się jednocześnie od tego, co jest clou heideggerowskiego myślenia: problemu bycia. Heidegger tymczasem pragnie ukazać przede wszystkim to, że dzieło sztuki stanowi podstawę do ukazywania się tego, co jest – a zatem przekazuje jakąś prawdę o byciu właśnie.

I w tym dokładnie zadaniu z pomocą przychodzi mu dzieło van Gogha. Stojąc przed obrazem nie zadajemy sobie wyłącznie pytania o to, jakie są buty, a więc nie dążymy jedynie do zgłębienia tego, jak są uformowane. Gdybyśmy tak uczynili, nigdy nie doszlibyśmy do tego, czym jest rzecz w jej byciu. Jeżeli zatrzymujemy się na rzeczach rozumianych jako uformowana materia (a tak definiuje je klasyczna filozofia), to na obrazie Holendra nie zobaczymy niczego więcej, jak tylko znoszoną parę butów osaczoną przez mrok. Nie wykonamy ani kroku dalej w swoim doświadczeniu, a obraz van Gogha pozostanie dla nas zamknięty.

Buty Van Gogha

Inaczej ujmując problem rzeczy, dojdziemy zapewne do słusznego wniosku, że rzeczy przede wszystkim są dla nas użyteczne. Szybko jednak moglibyśmy uznać, że nie dowiemy się niczego o użytkowości rzeczy z obrazu. Ta bowiem objawia się najpełniej wtedy, gdy w czasie pracy – paradoksalnie – w ogóle nie myślimy o narzędziu. Użytkowość konkretnych butów polega na tym, że chodząc w nich, nie uświadamiamy sobie jednocześnie ich noszenia, często przecież ich nawet nie czujemy. Wkładamy je i kroczymy, i właśnie w ten sposób one nam służą – i doskonale. Ale stojąc przed obrazem butów, nie posługujemy się nimi jako narzędziami, co więcej, jako odbiorcy musimy je sobie uświadamiać. Wydawałoby się zatem, że w dziele sztuki bezpowrotnie tracimy pierwiastek użytkowy rzeczy.

A jednak, zauważa Heidegger, w swoim doświadczeniu wykraczamy dużo dalej niż samo dostrzeżenie pary znoszonych butów. Stojąc przed obrazem, otwiera się przed nami cały fenomenologiczny i jednocześnie poetycki krajobraz. Buty należą do chłopki. Z ich mroku wyłania się trud kroków, pisze Heidegger; w masywności narzędzia objawia się mozół przedzierania się przez bruzdy roli. Pulsuje w nich wezwanie ziemi, odzywa się dojrzewające ziarno. Przemawia przez nie głód i pragnienie chleba, a poprzez to cały cykl życia – radość przetrwania i lęk przed śmiercią. Okazuje się ostatecznie, że w niepozornych, znoszonych butach skrywała się prawda o byciu.

Buty Van Gogha

Cały ten obraz wpisuje się w heideggerowską mitologię wsi, mitologię, do której przez całe życie obsesyjnie więc wracał: człowieka, którego troska (Sorge) wiąże się z ziemią. Okazało się zresztą, że filozof, poddając się własnym skojarzeniom, zbyt daleko popuścił wodze fantazji. Buty niewątpliwie stanowiły wdzięczny temat dla van Gogha w paryskim okresie jego twórczości, w latach 1886-1887 Holender stworzył kilka obrazów prezentujących tę samą parę obuwia. Heidegger wiedział o tym fakcie, niemniej – celowo? – nie sprecyzował, do którego konkretnie z dzieł van Gogha się odwołuje. Buty jednakże nie należały wcale do chłopki, nie były nawet kobiece. Kupił je sam malarz, co podkreślał Meyer Schapiro w krytyce tekstu Heideggera. Schapiro przekonywał, że w dziele obecny jest jego autor i prawda o jego egzystencji; dla samego van Gogha ważna była myśl, że brudne buty mogą okazywać się piękne w ten sam sposób, co róże. Opuszczone, zniszczałe przedmioty opowiadają bowiem historię osamotnienia samego artysty i stają się śladem jego indywidualności.

Pozostawmy jednak to zagadnienie na boku. Jeśli tylko przytakniemy twierdzeniu, jak chciał tego Heidegger, że sztuka dostarcza wiedzy o tym, czym jest rzecz naprawdę, to powtórzenie gestu filozofa otwiera przed badającym niezwykłe zadanie: prowadzenie opowieści o kulturze poprzez rzeczy i dzięki rzeczom. Można wejść do tego świata jak do osobnej biblioteki, rozglądając się ostrożnie pośród całego stosu przedmiotów – utraconych lub zdobytych, nowych lub rozpadających się, ważnych i błahych. Zaczynający się cykl nie będzie zatem zbiorem recenzji czy listą dzieł-które-trzeba-znać, ale zaproszeniem do kulturowej podróży po świecie rzeczy. A od czego należy ją rozpocząć, jeśli nie od włożenia butów właśnie?