Jeżeli umarłeś ponad dwadzieścia lat temu, byłeś sławny tylko z tego że wkurwiali cię ludzie i nagrywałeś o tym muzykę, a twoje imię do dzisiaj jest synonimem nienawiści, to coś musiało być na rzeczy.
GG Allin, człowiek legenda. Ci którzy chociaż trochę interesowali się owym panem wiedzą co miał w zwyczaju robić na koncertach. Bowiem jego zachowanie na scenie było zwierzęce, wywoływało wymioty oraz budziło pogardę w oczach oglądających, którzy nie byli na to przygotowani. Wymioty, otwarte rany na głowie w efekcie uderzania mikrofonem, defekacja na scenie (odchody wykorzystywał do rzucania w publiczność, czasem się nimi również zajadał), negliż, okazyjne próby włożenia mikrofonu do odbytu oraz liczne bójki. Oprócz kilku okazyjnych prób samobójczych na scenie, wraz z resztą muzyków prezentowali solidny punk rock.

GG Allin miał bardzo ładne zdanie o ludziach, cytując:
„Kurwa, nienawidzę wszystkich”

Nie mam zamiaru zagłębiać się w polityczne przesłania Allina, to czy był rasistą nie jest moją zagwostką, chciałbym się jednak skupić na nienawiści w jego muzyce. Tak więc zaczynając od singla Don’t talk to me chciałbym zwrócić uwagę na jego czysty, piękny głosik. Wydaje mi się że gdyby nie zaczął brać narkotyków i mieszać tego z alkoholem, może mielibyśmy więcej punkowych perełek tego typu.

1984 rok, przez sprzeczkę GG Allina z The Jabbers, grupa rozpada się. GG Allin zaczyna współpracę z grupą The Scumfucs (które składało się z byłych członków The Jabbers), zaczyna również bardzo często współpracować z różnymi środkami psychoaktywnymi, alkoholem czy w końcu z heroiną. Powoduje to uzależnienie od alkoholu.

Po kilku latach twórczości, wiecznej imprezy oraz odsiadce za gwałt, rozstaje się on również z The Scumfucs. 27 czerwca 1993 roku gra ostatni koncert. W lokalu wysiada prąd, więc Allin z przyjaciółmi (prawdopodobnie, jest szansa że ich też nienawidził) udaje się na imprezę do swojego przyjaciela. W wyniku przedawkowania heroiny umiera.

Jego pogrzeb też do najnormalniejszych nie należał. Aby oddać mu hołd, znajomi oraz fani wlewali w niego alkohol, oraz podawali doustnie narkotyki. Można i tak. Tak czy inaczej, został pochowany ze słuchawkami oraz albumem Suicide Sessions na odtwarzaczu. Tutaj historia GG Allina się kończy, lecz jego wpływ na muzykę punk trwa aż do dziś.