Wystarczy zasmarować na biało i czarno trzy czwarte powierzchni płótna, rozetrzeć na pozostałej części trochę żółcienia, rzucić tu i ówdzie plamy czerwieni i błękitu, by otrzymać wrażenie wiosny, przed którym miłośnicy wpadną w ekstazę. Można też zabazgrać na szaro jakieś panneau, postawić gdzie się da, wzdłuż i w poprzek, czarne lub żółte krechy, a oświeceni i jasnowidzący powiedzą – Hm! Jak świetnie oddaje to wrażenie lasu w Meudon. Gryzmoły małego dziecka charakteryzują się prostotą i szczerością, która każe nam się uśmiechać, rozwiązłość, jakiej dowody daje nowa szkoła, napawa niesmakiem, czasami wręcz szokuje.” Artykuł w „La presse” Emil’a Cordona 29 kwietnia 1874 rok Właściwie podobne wypowiedzi są kierowane w kierunku sztuki współczesnej. Okazjonalnie, bo okazjonalnie – nie róbmy z tego problemu jakim nie jest; ale zdarzają się. Ktoś musi zakasać rękawy i uciszyć tych ignorantów.

Antagonizowanie sobie publiczności niestety nie jest najbardziej efektywną metodą zyskiwania dusz, więc może warto przejść już do tematu

Jednak cofnijmy się z lekka w czasie. Rok 1839 – powstanie aparatu. Jakkolwiek ładnie malować nie potrafisz nie masz opcji dorównać w realizmie. Czas wyrzucić warsztat za okno, nic tu po nim. Przyszła era kreatywności, łamania kolejnych konwencji. Perspektywa? Na co ona komu? Forma? Do czego ma służyć? Plama? Przeżytek. Kolor? Dalece niepotrzebny.

Artyści raz zachłyśnięci wolnością, rozpoczęli wyłamywanie kolejnych ograniczeń ich własnej ekspresji. Nikt przecież nie będzie mówić jak mają tworzyć swoją sztukę, że ma ona być ładna; Jakie formy przekazywania myśli są akceptowalne, jakie nie? Czy w ogóle muszą przekazywać cokolwiek?Nastała ciemna era chaosu wolności. Moment zrzucenia ostatnich ograniczeń formy odbiera jakikolwiek punkt odniesienia, nie ma już metody odróżnienia dobrej sztuki od złej. Czy sam pomysł tworzy sztukę? Czy możemy go podać w dowolny sposób, obdzierając z tandetnej otoczki estetyki? Czy może czas wyzbyć się pretensjonalnych ideologii i tworzyć coś zwyczajnie ładnego? Czy sama frajda z tworzenia jest jedynym uzasadnieniem dla sztuki?

Właściwie to nie wiem. Jednak dalej przemawia do mnie dogmat wolności, ciężko wywalczonej przez pokolenia zbuntowanych artystów. Twórcy wyzwoleni z tabu, czy wymagań publiki mogą się wyrażać jak im pasuje.

I to jest cool

Za to nie jest cool odbieranie im tych swobód. W czasach sztuki współczesnej na nikim nie jest nic wymuszane i jeżeli ktokolwiek zamierza tworzyć w antycznych kanonach, czy dowolnych innych regułach ma do tego pełne prawo. Tym czasem dajmy żyć tym, którzy na wolności mogą skorzystać i oddać światu coś wartościowego w sposób jaki nigdy wcześniej nie był im udostępniony.

Przemiana w populistę niestety stała się procesem, proszę o przebaczenie oraz dalszą wyrozumiałość – notatki mają zapisane tematy Kanyego i Instagrama. Nie wiem na ile cokolwiek z nich wyjdzie ani w jakiej formie ale są to niepokojące symptomy na blogu o kulturze niepopularnej.

Zanim zbesztasz Pollocka postaraj się dowiedzieć co usiłował w ten wyjątkowy sposób  przekazać. Zrozumienie powstrzyma od ignorancji, a to od palenia ludzi w piecach