Kiedy po dokonanej rewizji policja konfiskuje tysiącstronicowy rękopis słynnego czeskiego filozofa, prascy intelektualiści zastanawiają się, do kogo zwrócić się z apelem o pomoc. Do tych właśnie chwil powraca Milan Kundera w eseju z 1983 roku, któremu nadaje tytuł Zachód porwany, czyli tragedia Europy Środkowej.

Odebrany rękopis – obok siły bezlitosnej władzy totalitarnej – obnaża w oczach czeskiego pisarza gasnącą kondycję kultury Zachodu. Skonfiskowane dzieło stanowi nie tylko owoc wieloletniej pracy, ale wyraża w pełni również to, co europejskie – czyli umiłowanie mądrości, pochwałę nauki i rozumu. Dlaczego więc, pyta Kundera, Londyn czy Paryż nie potrafią upomnieć się o Warszawę, Pragę, Budapeszt? Dlaczego nie martwi ich los małych narodów za Żelazną Kurtyną? Zginiemy za Węgry i Europę – teleks o tej treści wysłał w czasie powstania dyrektor węgierskiej agencji prasowej tuż przed ostrzałem artylerii na jego biuro. To, co dla dyrektora było oczywiste – a więc jedność Europy, zostało w oczach Kundery zatracone przez zachodnią kulturę. W średniowieczu duchową wspólnotę Starego Kontynentu zapewniała jedność religijna, która w epoce nowożytnej została zastąpiona przez kulturową łączność. Obecnie jednak kultura nie pełni naczelnej roli – nie ma już w Europie instytucji autorytetu czy wspólnego kanonu  –  schodzi więc z piedestału, jednocześnie nie mając czemu ustąpić.

W czeskiej tradycji, nieco inaczej niż w polskiej, myśl o Europie Środkowej silnie związała się z sentymentem za – nigdy niezrealizowanym – konceptem federacji austriacko-węgiersko-słowiańskiej. Europa Środkowa to pluralizm, w którym usłyszeć można głosy czeskie, polskie, żydowskie, węgierskie i inne, dalsze.  Gdy Josef Kroutvor w słynnym eseju Europa Środkowa: anegdota i historia wymienia pisarzy, którzy jego zdaniem najlepiej realizują ducha środkowoeuropejskości, z polskich autorów pada, co znamienne, tylko nazwisko Schulza. Dla Kundery to właśnie pluralizm wpisuje cywilizacyjnie Polskę, Czechy i Węgry do Zachodu. Europa Środkowa pozostaje przestrzenią twórczą i to przestrzenią szczególną. Oczywiście ma to dalsze konsekwencje historiozoficzne: to właśnie pluralistyczne podejście trzyma Europę Środkową cywilizacyjnie z dala od Rosji. Wschód reprezentuje to, co przeciwstawne, a mianowicie pragnienie jednoczenia i centralizowania. Los małych narodów z kolei pozwala im podchodzić z dystansem do wielkich narracji; mądrość literatury środkowoeuropejskiej przejawia się w jej niepowadze, kpinie z wielkości i chwały.

Niewątpliwie w oczach Kundery Rosja nie jest Europą. Zajadle krytykuje przede wszystkim ideę słowiańskiego ducha, który miałby łączyć Słowian i usprawiedliwiać tym samym rosyjską dominację. Joseph Conrad, gdy pytano go o duszę słowiańską w jego powieściach, miał odpowiadać, że nie ma nic bardziej obcego polskiej duchowości od tego, co rzekomo słowiańskie. Kundera z kpiną nazywa mit słowiańskości sentymentalnym kultem mrocznych głębi, podając ironiczny przykład tej postawy: czasem jestem radosny, a czasem smutny – jak to możliwe? Z rosyjskiego punktu widzenia nawet odebranie filozofowi rękopisu nie jest wcale dramatem. Kundera przytacza w tym miejscu anegdotę Kazimierza Brandysa o tym, jak jeden z polskich pisarzy spotkał Annę Achmatową. Uskarżał się przed nią na zakaz druku. W odpowiedzi Achmatowa zapytała, czy grozi mu aresztowanie i czy zostanie wyrzucony ze związku pisarzy – a gdy usłyszała, że nie, była szczerze zdziwiona, czym w takim razie martwi się jej kolega po piórze. W tej reakcji, zdaje się myśleć Kundera, przejawia się odosobnienie rosyjskiej mentalności: dominacja nie jest w niej skandalem, ale pewną oczywistością.

Ostatecznie w sprawie rękopisu zwrócono się do Sartre’a, wierząc w jego polityczny żar i siłę ostatniego europejskiego autorytetu. Dwa lata po opublikowaniu Zachodu porwanego Kundera opublikuje tekst o Dostojewskim, na który odpowie Josif Brodski, całkiem słusznie sugerując Kunderze rusofobię. Z kolei przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych przynosi państwom środkowoeuropejskim wolność od cywilizacyjnego Wschodu. Zmienia się jednocześnie życie kulturowe Polski, Węgier, Czech – z jednej strony podlega ono procesowi amerykanizacji, z drugiej zaś strony wyjałowione z wielonarodowości państwa nie skłaniają się ku koncepcji pluralizmu, coraz silniej za to wpadają w nastroje nacjonalistyczne. Kundera z biegiem lat staje się coraz bardziej rozczarowany wobec koncepcji Europy Środkowej. Ostatecznie odetnie się od własnej idei: kogokolwiek z tych, którzy chcieliby przeczytać tekst Zachodu porwanego w archiwach The New York Review of the Books powita taki oto komunikat: At the author’s request, the article you are trying to read is not available on this site. Przez ostatnie dwie dekady esej Kundery – na jego własne życzenie – nie ukazuje się nigdzie. Tak oto historia utraconego rękopisu przewrotnie przemieniła się na koniec w historię utraconego eseju.