Zawsze mnie zastanawia jak to możliwe, że w kraju, który przez długą część swego istnienia był najbardziej wielokulturowym i wielowyznaniowym krajem w Europie, słowo tradycja jest postrzegane jako ksenofobia i zacofanie. 

W Rzeczpospolitej Obojga Narodów etniczni Polacy stanowili mniej niż 50% społeczeństwa, a w szeregach szlachty znaleźli się nawet przedstawiciele tatarów wyznających islam, nie mówiąc już o dużej reprezentacji innych religii. Nie jest jednak prawdą, że dopiero po Unii Lubelskiej zaczął się w Polsce okres tolerancji religijnej. Część z was kojarzy może dokument Konfederacji Warszawskiej z 1573 roku, który gwarantował bezwarunkowy i wieczysty pokój między wszystkimi wyznaniami i religiami.

obiecujemy to sobie spólnie za nas i za potomki nasze na wieczne czasy pod obowiązkiem przysięgi, pod wiarą, czcią i sumnieniem naszym, iż którzy jestechmy różni w wierze, pokój miedzy sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w Kościelech krwie nie przelewać ani się penować odsądzeniem majętności, poczciwością, więzieniem i wywołaniem i zwierzchności żadnej ani urzędowi do takowego progressu żadnym sposobem nie pomagać.

-fragment Aktu Konfederacji Warszawskiej

Wiele osób uważa ten Akt za początek historii polskiej tolerancji religijnej i przyznać trzeba, iż był to krok wielki, niemal rewolucyjny w porównaniu z Zachodem Europy, gdzie to w Paryżu, uważanym za stolice kulturalną kontynentu, ledwie pięć miesięcy wcześniej w Noc Świętego Bartłomieja miała miejsce masowa rzeź hugenotów (francuscy ewangelicy) w której to zginęło 20 tysięcy ludzi.  Akt Konfederacji Warszawskiej jest więc z pewnością wielkim dokonaniem wyprzedzającym o wiele wieków swoje czasy, ale bynajmniej nie jest on pierwszym polskim krokiem w stronę tolerancji.

Za pierwszy krok większość historyków uznaje Statut Kaliski, akt prawny nadany żydom w 1264 przez Bolesława Pobożnego. Nadawał on żydom wolność wyznania, ochronę prawną i osobne sądownictwo w Polsce. W tym samym czasie na zachodzie trwały pogromy na żydach, oskarżanych o wywołanie czarnej śmierci (epidemii dżumy), które powstrzymać musiał sam papież Klemens VI wydając bullę zakazującą zabijania żydów. Był to z pewnością ważny krok, który w pewien sposób stanowił podwaliny pod idee religijnej tolerancji.

Najważniejszy jednak, moim zdaniem, krok miał miejsce 150 lat później, na soborze Konstancji (1414-1418). Wtedy też jednym z głównych tematów, była sprawa wojny Polsko-Krzyżackiej. Z jednej strony, niemiecki dominikanin Jan Falkenberg wystąpił z traktatem: Tractatus doctoris cuiusdam de Prutenis contra Polonos et paganos de potestate papae et imperatoris respectu infidelium (Satyra na herezje i inne nikczemności Polaków oraz ich króla Jagiełły). W którym to postulował, że można mordować pogan z samego tylko powodu iż są poganami, tak samo czynić należy z Polakami, którzy się z nimi sprzymierzają. Z drugiej strony głównym reprezentantem polskiego poselstwa (i tytułowym bohaterem tego wpisu) był ówczesny rektor Akademii Krakowskiej – Paweł Włodkowic.

W odpowiedzi na traktat Falkenberga, Paweł Włodkowic przedstawił na soborze swój traktat: Tractatus de potestate papae et imperatoris respectu infidelium (O władzy papieża i cesarza w stosunku do niewiernych) w którym zawarte zostało oficjalne stanowisko polskiej delegacji. Był to tekst w tamtym czasie rewolucyjny i moim zdaniem właściwy początek idei tolerancji religijnej tak jak ją współcześnie rozumiemy.

Postulował Włodkowic w swoim traktacie pogląd, iż wszystkie narodowości, nie wyłączając pogańskich, mają prawo do samorządności i życia w pokoju na ziemiach, które są ich własnością. Głosił on także, że społeczności mają prawo opowiadać się, do jakiego narodu należą, oraz, że nawracanie przy użyciu przymusu i siły jest grzeszne i godne potępienia, a nawracanie jako usprawiedliwienie wojny jest niedopuszczalne. Warto dodać, że było to jeszcze przed wzrostem mody na palenie na stosach czy powstaniem hiszpańskiej inkwizycji.

Nie należy niepokoić ani osób, ani majątków niewiernych, którzy chcą spokojnie żyć między chrześcijanami (…) Niewiernym wolno bez popełnienia grzechu władać posiadłościami i majątkami oraz dzierżyć władzę, gdyż wszystkie te rzeczy stworzone zostały nie tylko dla wiernych [chrześcijan], ale dla wszystkich istot rozumnych.

-fragment traktatu Pawła Włodkowica

Gdyby Paweł Włodkowic urodził się na zachodzie byłby dziś z pewnością czczony jako jeden z największych myślicieli Europy, jego traktat wyprzedzał swoje czasy o zgoła 300 lat, ponieważ podobne poglądy w Europie zachodniej powszechność zyskały dopiero w Oświeceniu.

Współcześnie mówiąc o tolerancji przywołuje się (także w Polsce) myślicieli takich jak John Locke z jego Listem o tolerancji (1689). Chciałbym jednak zauważyć, że autor odmawia w nim tolerancji dla katolików i ateistów. Tym bardziej smuci, że zapominamy współcześnie o naszych własnych myślicielach i o naszej historii, a przecież żeby propagować tolerancje i wzajemny szacunek nie trzeba być na bakier z polską tradycją, wręcz przeciwnie, te wartości są w nią głęboko wpisane, bardziej nawet niż w historie innych narodów. Dlatego polecam patrzeć w historię i znaleźć w niej podporę dla własnej tożsamości, a zapewniam, że jest z czego wybierać. W polskiej historii znaleźć można myślicieli, których tezy jeszcze dziś mogłyby uchodzić za rewolucyjne.