Jakiś czas temu zauważyłem, że licznik filmów Almodovara które obejrzałem zatrzymał się, a będąc bardziej szczerym, nawet nie ruszył – filmów obejrzanych: zero. Postanowiłem to zmienić, i w ciągu kilku dni obejrzałem „Drżące ciało”, „Złe wychowanie” oraz „Skóra, w której żyję”. Każdy z nich zrobił na mnie pozytywne wrażenie, ale to właśnie ostatni tytuł zainspirował mnie do tego wpisu. Po seansie zorientowałem się, że podobny film już widziałem, i to nie raz, tylko nawet dwa razy. Poczułem w pewien sposób satysfakcje po obejrzeniu obrazu Almodovara, bo pozwolił mi je wszystkie połączyć. Jaka według mnie jest w nich myśl przewodnia, umieściłem na samym końcu wpisu. A że o dobrych filmach warto mówić, przyjrzyjmy się tym tytułom bliżej.

Nie bójcie się, nie będę spojlerował. Umieszczę jedynie przy każdej pozycji krótki opis filmu oraz moje luźne spostrzeżenia.

 

OCZY BEZ TWARZY (1960)

reżyseria – Georges Franju

Rozpoczynamy od filmu najstarszego, czyli francuskiego horroru „Oczy bez twarzy”. Chirurg chce pomóc swojej córce, która w wyniku wypadku doznała poważnych uszkodzeń twarzy. Do tego przedsięwzięcia używa skóry zamordowanej kobiety. Ojciec i córka – dwa różne charaktery, każdy z nich inaczej patrzy na sprawę operacji. Myślę że ten krótki opis brzmi już dość intrygująco. Taki również jest film Franju – tajemniczy, zaskakujący, a przede wszystkim mający niesamowity klimat, który przez cały film świetnie buduje reżyser.

Zanim przejdziemy do kolejnego filmu, polecam przesłuchać genialny soundtrack który stworzył Maurice Jarre.

 

TWARZE NA SPRZEDAŻ (1966)

reżyseria – John Frankheimer

Pewnego dnia Arthur Hamilton odbiera telefon, wszystko było by w porządku, gdyby nie jeden znaczący fakt – zadzwonił do niego przyjaciel, który wiele lat temu zmarł. Kolega nalega na spotkanie, Hamilton się zgadza. Składa wizytę, podczas której słyszy „Zostałem przydzielony do omówienia z panem okoliczności pana śmierci”. Nowa tożsamość, nowe życie, jest coraz bliższe naszego głównego bohatera. Premiera filmu odbyła się ponad 50 lat temu, zaś jego tematyka wydaje się jeszcze bardziej aktualna niż kiedykolwiek. Wiele osób zastanawia się jak wyglądało by w nowej twarzy, ciele, niektórzy swoje myśli przekuwają w czyn, dokonując operacji plastycznej tak jak nasz główny bohater. Historia człowieka znudzonego życiem, codziennymi obowiązkami. Obraz smutny i zapadający na długo w pamięci.

 

SKÓRA, W KTÓREJ ŻYJĘ (2011)

reżyseria – Pedro Almodovar

I przyszedł czas na ostatni film, zdecydowanie najpopularniejszy z całej trójki, możliwe że większość z was go widziało – Skóra, w której żyję. Rozwiążmy na początku kwestię podobieństw, szczególnie z filmem „Oczy bez twarzy”. Na to pytanie odpowie nam główna bohaterka filmu, czyli Elena Anaya w wywiadzie dla filmwebu:

 

Redaktor: Czy rozmawialiście w czasie przygotowań o inspiracjach Almodovara?

Elena Anaya: (…) Poza tym przypadkowo kupiłam w Paryżu fantastyczny film, „Oczy bez twarzy”. Obejrzałam go, zanim przeczytałam scenariusz, a potem okazało się, że Almodovar w scenariuszu odnosi się do tego filmu. „Oczy bez twarzy” widziałam potem jeszcze kilka razy. Bardzo mi to pomogło.

 

Nie jest żadną tajemnicą że Almodovar inspirował się filmem Franju. Szczególnie chodzi o postać chirurga i jego pomocniczki. Kolejnym bodźcem do nakręcenia filmu była powieść „Tarantula” Jonqueta. Jeśli reżyserzy mają korzystać z szeroko pojętej kultury, robiąc to tak dobrze, nie mam nic przeciwko. Wszyscy co widzieli ten film myślę że poprą moją tezę, sam Almodovar narzekać też nie może, ekranizacja stała się jedną z głośniejszych pozycji ostatnich lat. Przejdźmy jeszcze na chwilę do fabuły – chirurg Robert Ledgard chce stworzyć nową skórę, odporną na wszelkiego rodzaju czynniki wewnętrzne. Doświadczenia dokonuje na tajemniczej kobiecie.

 

Trzy filmy – jeden morał

W wyżej wymienionych filmach pole do interpretacji jest ogromne, szczególnie „Twarze na sprzedaż” uaktywnił u mnie wszystkie szare komórki. Jakkolwiek byśmy patrzyli na podobieństwa i różnice w tych trzech filmach, jest jedna rzecz która łączy je wszystkie – mowa o tożsamości. Człowiek według reżyserów tych obrazów nigdy nie straciły własnego „ja”. Nie ważne że zmieni się imię, wygląd czy będzie próbowało się odmienić charakter człowieka.

Na sam koniec niech przemówi instruktorka jogi, którą ogląda Vera Cruz w filmie „Skóra w której żyje”.

„Wiedźcie że istnieje miejsce w którym możecie się schronić, miejsce w waszym wnętrzu, do którego nikt inny nie ma dostępu, miejsce którego nikt nie może zniszczyć. Dotarciu do tego miejscu służy joga, starodawna technika, to miejsce w którym odnajdziecie spokój, odnajdziecie wytchnienie, wolność, ale musicie ćwiczyć sumiennie, intensywnie, wtedy do niego dotrzecie. Będziecie wolni.”

Na pierwszy rzut oka widzimy, że kobieta mówi o jodze, którą zresztą nasza bohaterka będzie później ćwiczyć. Jednak gdy skupimy się na tej wypowiedzi dłużej, joga będzie tylko małym dodatkiem do całej jej mowy. Wszystko to co zostało powiedziane w tej krótkiej scenie, na którą raczej nie zwraca się uwagi, według mnie najlepiej oddaje sens tych filmów. Gdy zobaczycie któryś z wyżej wymienionych pozycji, przypomnijcie sobie tą krótką wypowiedź. Bo każdy z nas ma własne wnętrze, miejsce w którym możemy myśleć co chcemy i jak chcemy, i to jest w tym wszystkim chyba najfajniejsze.