Nie chciałam obejrzeć tego filmu parę lat temu. Ludzie dużo mi o nim mówili, więc uznałam, że jak większość klasyków, nie spodoba mi się. Co za pomyłka! „Amelia” stała się jednym z moich ulubionych filmów. Oglądam ją, gdy mam dobry humor, ale także wtedy, kiedy jest on nie najlepszy. Jako że to dzieło wyjątkowe, pokażę wam, z czego według mnie się ono składa.

 

1. Przerysowanie

Akcja dzieje się w Paryżu. Wiemy to tylko dlatego, że widać Montmartre. Wszystkie przedmioty w pomieszczeniach, domy, pokoje mają wyraziste kontury i barwy. Zdjęcia są jaskrawe, przez co wyglądają nierzeczywiście. Kolorem dominującym w wielu scenach jest czerwień. Odnosimy wrażenie, że znajdujemy się w zupełnie innej, bajkowej krainie. Krainie, w której miłość jest prosta tak samo jak bycie dobrym człowiekiem, a płyty robi się jak naleśniki. Oprócz kolorów, wyolbrzymieni i przejaskrawieni są także bohaterowie. Każdy z nich ma jakąś konkretną cechę, na przykład właściciel sklepu (Collignon) złośliwość, człowiek o kościach ze szkła mądrość czy hipochondrię, która charakteryzuje Georgette.

 

 

2. Audrey Tatou

Audrey Tatou gra Amelię, główną bohaterkę, niepozorną, niewyróżniającą się. Nie jest to wielka piękność. Nosi martensy, niepasujące do siebie ubrania. Jej włosy są nierówno obcięte. Nie maluje się. Przymyka ulicami jak cień. Jest jedną z tych dziewczyn, które mijamy na co dzień i nie zauważamy ich. I właśnie ta niepozorność w „Amelii” to coś ważnego. Dziewczyna urzeka. Otwiera przed widzem świat kogoś, kto wydaje się zupełnie do niego nie pasować. Widzimy świat osoby, która jest inna i żyje po swojemu. A w tym wszystkim Audrey Tatou. Delikatna Francuzka z wielkimi oczami pełnymi marzeń.

 

 

3. Walka o dobro

Walka, lecz nie heroiczna. Walka o poprawę rzeczywistości osób żyjących obok Amelii. Bohaterka nie ma potrzeby zmieniać całego świata. Chce zmieniać małe rzeczy w jej własnym świecie. I to widzimy od początku filmu:  zmiana życia Dominique’a Bretodeau poprzez oddanie mu pamiątek z dzieciństwa; spreparowanie listu od zmarłego męża do dozorczyni Madeleine; przeprowadzenie niewidomego mężczyzny przez ulicę czy połączenie Josepha z Georgette. Nie wydaje się to niczym niezwykłym, czymś, co można nazwać heroizmem. Lecz w filmie chodzi o to, aby pokazać, że pozornie nieznaczące uczynki mogą dać wiele dobra. Amelia walczy o lepsze jutro dla ludzi w swoim otoczeniu, jednocześnie sama nabywając życiowych doświadczeń i zmieniając swój los.

 

 

4. Dzieciństwo

Jean-Pierre Jeunet co chwilę podtyka nam pod nos symbole dzieciństwa. Ukazują one Amelię jako dorosłą kobietę, w której głowie wciąż tkwi dziecko. Wysyłanie w podróż dookoła świata krasnala, poszukiwania właściciela pudełka z pamiątkami, zemsta na sklepikarzu. Czy ktoś prawdziwie dorosły miałby na to czas? Nawet miłość jest przedstawiona w sposób dziecinnie prosty- dwoje ludzi zauważa się na stacji metra, zakochuje od pierwszego wejrzenia i zaczyna grać w grę, która ma doprowadzić do pierwszego prawdziwego spotkania. Także przekonanie o tym, że dobro wraca do człowieka, jest tu łatwe. A właśnie takie, a nie inne podejście do życia rodzi się z dzieciństwa Amelii, która uczyła się w domu, a jej jedynymi przyjaciółmi byli ci wymyśleni.

 

 

5. Yann Tiersen

„Amelia” nie istniałaby bez muzyki. Nie ma chyba osoby, która nie znałaby motywu przewodniego filmu. Akordeon od razu kojarzy się z Francją i Paryżem. Muzyka nadaje tempa filmowi. Jest tak bajkowa jak zdjęcia. Zanurzając się w nią, pozwalamy Amelii wciągnąć się w jej świat. Yann Tiersen oddał każdą emocję towarzyszącą bohaterom.

 

 

Te pięć punktów, według mnie, buduje „Amelię”, jej klimat i charakter. Jedno uzupełnia drugie. Film ten pokazuje, że czasem wiele rzeczy jest prostszych niż nam się wydaje. Prosto jest uczynić coś dobrego dla drugiej osoby. Prosto jest cieszyć się z drobiazgów, trzeba tylko na chwilę przystanąć, bo „szczęście jest jak Tour de France- długo czekasz, a potem chwila i go nie ma. Kiedy się zjawia, trzeba je łapać.”. Przerysowanie. Audrey Tatou. Walka o dobro.  Dzieciństwo. Akordeon.

A dla Was, czym jest „Amelia”?