Ta rozmowa potrzebowała 4 miesięcy by ujrzeć światło dzienne i często zastanawiałem się czy powinienem ją publikować, bo z jednej strony sam bardzo lubię czytać takie „oderwane” od profesji danej osoby wywiady (jeśli to wywiadem nazwać można), a z drugiej mogłoby to tutaj uchodzić za nieprofesjonalność i niechlujstwo.

Na początku chciałbym wyznać, iż Marcelina jest dla mnie niesamowitą artystką i niezwykle ciekawą osobowością. Stąd początkowy dyskurs rozmowy. Próbowałem dowiedzieć się czegoś więcej o jej upodobaniach i wizjach artystycznych, ale rozmowa zmieniła bieg i została nakierowana na zupełnie inne tematy. Z czasem dopiero postanowiłem wykorzystać te nasze dyskusje. Warto też zaznaczyć, iż Marcelina nie wiedziała, że będę chciał to wykorzystać. Anyway!

Tak więc dziś, oddaję w wasze ręce tę oto rozmowę…

Alga

Alga

 

 

 

Którą ze swoich własnych prac lubisz najbardziej?
— Do tej pory lubiłam „Tropicanę”, była dla mnie taka jakby autoterapeutyczna. Również „Alga”, też podobna tematyką.
Autoterapeutyczna? Dlaczego?
— Duża część moich prac dotyka tematyki ogólnego stanu umysłu zdrowia psychicznego i różnych emocji odczuć. Ja trochę widzę rysowanie jako oczyszczanie umysłu ogólnie. Oczyszczanie się z natłoku myśli. „Tropicana” jest takim trochę antidotum na dzisiejszy przepełniony reklamami i ludźmi w pędzie czasu świat. Szczególnie zainspirowały mnie lata mieszkania w Londynie, gdzie ten pościg i tęsknota za prawdą i naturą są mocno wyczuwalne. Oczywiście praca mówi o tych tematach trochę żartem, z lekkim przymrużeniem oka.
Wszystkie twoje prace mają takie podłoże?
— Nie wszystkie, ale sporo ma taki początek. Czasami po jakimś czasie nawet ja sama zapominam, czemu coś takiego narysowałam.
Bardzo dużo czasu musisz poświęcać twoim pracom, są dopracowane chyba w każdym calu.
— Tak, zajmuje mi to sporo czasu.
A jakie masz zainteresowania? Jak spędzasz czas wolny?
— Robię ilustracje, sitodruki, rysuję, maluję. Zajmuję się też prowadzeniem mojego art brandu MESH studio. Projektuję t-shirty, wydaję małe publikacje także innych artystycznych produktów np. malowanej ceramiki. A w wolnym czasie, jeśli go mam (a prawie go nie mam), to fotografuję analogowo. Bardzo to lubię. Sporą mam już tę kolekcję zdjęć. Planuję kiedyś coś z nimi zrobić. Oprócz tego lubię pić kawę, czytać, uwielbiam oglądać filmy (mój ulubiony – 8½ Felliniego). Interesuję się też trochę architekturą wnętrz. No i uwielbiam chodzić na wystawy sztuki. Ostatnio wkręciłam się tez w robienie naturalnych kosmetyków, a od kiedy przestałam jeść mięso zrobiłam się bardziej kreatywna w kuchni i gotuję co nieco…
Zostałaś wegetarianką?
— Nie chcę się labelować i to jest dopiero początek drogi. Jem tylko owoce morza, innego mięsa nie jadam, ale nie nazywam tego w żaden sposób. Po prostu próbuję teraz tak żyć i jeść. Jak na chwilę obecną, nazywam to początkiem i próbą, bo jest to dopiero kilka miesięcy. A nie labeluję się, bo nie czuje się, żebym już w tym momencie na to zasługiwała. Jeśli wiesz co mam na myśli.

Tropicana

 Szkoda ci zwierzątek?
— Pewnie, że szkoda. Bardzo kocham zwierzęta – świnie, krowy i konie. Mam kota Fridę, a marzę o psie. Czasem też fantazjuję o mieszkaniu na wsi z dużą gromadką zwierząt, ale wiem, że to jest na dany moment nierealne. Przez wiele lat jadłam mięso i mam wrażenie, że muszę to odpokutować, w pewien sposób poświecić na to parę lat zanim będę się mogła nazwać tym lub tamtym, wiem – może to trochę głupie…
Też mam kotkę, ale już jest stara. Ma 13 lat. Będzie mi strasznie przykro kiedy już odejdzie.
— Oj… Ja strasznie przeżyłam odejście mojego psa. Miał 12 lat, ale koty mogą ponoć całkiem długo żyć.
Mnie było strasznie przykro kiedy mój dziadek musiał uśpić mojego psa. Rzuciłem w niego nawet pilotem. Z tej frustracji chyba.
— Ojoj… Z moim to też było! To znaczy, moja mama go uśpiła i mnie okłamała, że zdechł naturalnie. Ze starości. On był już chory, ale i tak byłam na nią wściekła.
Cóż to była za rasa? Nie wiem czemu, ale wyobrażam sobie chow chowa u twojego boku.
— Sznaucer, miniaturka, ale był bardzo duży na miniaturkę, taki prawie średni. Najlepszy na świecie. Spędził ze mną całe dzieciństwo, dorastanie i nastoletnie lata. Był moim najlepszym przyjacielem i towarzyszem wszystkich moich artystycznych zabaw, bo ja lubiłam odstawiać różne scenki, przebierać się, i on zawsze ze mną to robił.
Przebierałaś psa?!
— Tak, on był dziwnym psem i to lubił. Zachowywał się jak człowiek.
A pamiętasz za co go przebierałaś?
— Wiesz co, już dokładnie nie pamiętam za co, ale po prostu towarzyszył mi zawsze przy moich dziwnych przebierankach i odgrywaniach ról.


  
— Ale są super
— Hehe… dzięki. W niedługiej przyszłości będę robić zina. Pomieszanego z takich prywatnych wspomnień. Także może to być lekka zapowiedź w tę stronę.
— Będziesz go sprzedawać na fanpage’u?
— Ja mam swój tak zwany art brand. Sklep, w którym wypuszczam tego typu artystyczne obiekty.
— No to życzę powodzenia!

 

Tradycyjnie odsyłam was również do jej instagrama,  facebooka i bloga.

 

 

Swoją drogą, nie wiem czy wiecie, ale Marcelina podejmuje się również swoistych prób interpretacji plakatów filmowych i muszę przyznać, że wychodzi jej to równie niesamowicie jak malowanie. Na swój warsztat wzięła: Lost in translation, Black swan czy Lost highway (ten ostatni został wyreżyserowany przez mojego ukochanego Davida Lyncha).