Niezależnie od tego, co dana osoba wie o muzyce, zawsze interesują mnie epitety, których używa przy mówieniu o jakimś albumie lub artyście. Cenie sobie emocje w muzyce, a nie jej warstwę techniczną. Pomimo, że Danielowi nie można nic zarzucić w obu aspektach, to uważam, że uczucia, których doświadczamy poprzez płyty, są zdecydowanie ważniejsze. Aż od pierwszego krążka („Dreamers”) po najnowszą („Life is somewhere else”). Swoją drogą, to gdybym miał coś zalecać przy słuchaniu płyt Daniela, to najlepiej słuchać ich w kolejności takiej, jak były wydawane + obowiązkowa ciemność w pomieszczeniu (ew. wybrać się na spacer). Zresztą wsłuchajcie się sami, to od razu załapiecie klimat i zrozumiecie o co mi chodzi:

Muzyka Spaleniaka jest wykorzystywana w serialach. Mogliście doświadczyć tego w „Elementary” czy „The Path”. Świetnie potrafi ubogacić sceny w serialach dzięki swej głębi i specyficzności.  Trzeba przyznać, że popularność naszego rodaka za granicą rośnie. Mam tylko nadzieję, że w kraju również bardziej go docenią.

LIFE IS SOMEWHERE ELSE

Co się tyczy nowego albumu, to wydaje się jeszcze bardziej dojrzały brzmieniowo niż poprzednie. Jest zdecydowanie bardziej ponury, chłodny i odważny. Od serca chciałbym polecić wam kawałek „Stranger”, który oczarował mnie swoim początkiem.
Na płycie słychać też gości: Poor Saint Lazarus, Miro Rabier i Kasię Kowalską z Coals. Przy tej ostatniej należy wspomnieć, że nie pierwszy raz udzieliła się na płycie Spaleniaka (wcześniej na Back Home). Uwierzcie mi, że Kasia i Daniel to idealny muzyczny duet.
Nie mogę też nie wspomnieć o świetnej okładce, która została wykonana przez Weronikę Izdebską aka Ovors. Jednak na zachwyty nad jej twórczością z pewnością przyjdzie jeszcze czas!

Daniel Spaleniak Jeśli zainteresowała was twórczość Daniela, to zapraszam na jego fanpage lub instagrama.dan