Gdy myślimy o Władysławie Jagielle i Witoldzie Kiejstutowiczu, o ile w ogóle o nich myślimy! – wyobrażamy sobie zgodnych braci, którzy wspólnie walczą przeciwko zagrażającym im wrogom, szczególnie Krzyżakom. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Nawet Jan Długosz, polski kronikarz, często nazywał ich „ukochanym braćmi”. Zaczęłam się więc zastanawiać, jak to rzeczywiście mogło wyglądać, bo zawsze sceptycznie podchodzę do takich wyobrażeń, stereotypów i przekazów kronikarskich. Z prostego powodu: często bywają one błędne. Dzisiaj chciałbym przyjrzeć się małemu skrawkowi wspólnej historii Witolda i Jagiełły (braci stryjecznych, nie rodzonych – ich  ojcowie byli braćmi), jeszcze zanim ten pierwszy został wielkim księciem Litwy.

Olgierd i Kiejstut, czyli ojcowie Jagiełły oraz Witolda, byli doskonałym, zgranym duetem. Jeden był wielkim księciem litewskim, a drugi jego doradcą, pomocnikiem, można nawet powiedzieć, że współrządcą (choć tu historycy mogliby oponować). Wspólnie dokonali zamachu stanu, strącając z tronu wielkoksiążęcego ich brata o imieniu Jawnuta, a następnie Olgierd zajął jego miejsce.  Możemy przypuszczać, że zarówno młody Jagiełło, jak i Witold, spędzali ze sobą sporo czasu już od najmłodszych lat. W końcu ich ojcowie mieli świetne relacje, nic więc nie stało na przeszkodzie. Tak więc we względnym spokoju mijały kolejne lata (choć nie brakowało rejz krzyżackich – ale to możemy uznać za sprawę rutynową). Mijały aż do czasu śmierci wielkiego księcia. Od tego momentu wydarzenia nabrały tempa – w państwie litewskim rozpoczęły się walki o zarząd nad krajem, bunty i niespotykane dotąd na tę skalę kłótnie pomiędzy członkami dynastii Giedyminowiczów. Nowym władcą został Jagiełło, choć wcale nie był najstarszym synem Olgierda.

Kiejstut przeżył swego brata; mógł teraz stać się doradcą młodego i jeszcze niedoświadczonego bratanka. Szybko jednak okazało się, że nie jest im po drodze. Kogo można za to winić? Zdaje się, że to Jagiełło, nie Kiejstut, dążył do usamodzielnienia i prowadzenia własnej polityki. Prawdopodobnie jego stryj tego właśnie się spodziewał i początkowo nie przyjął takiego faktu z niezadowoleniem. Jagiełło miał sprawować władzę w tym samym charakterze, co jego ojciec. Do tej pory taki układ doskonale się sprawdzał, ponieważ Kiejstut zgadzał się z większością planów swego brata, toteż nie powstawały żadne poważniejsze konflikty. Jednakże młody książę najwyraźniej miał inne plany. I to właśnie zaprzepaściło możliwość dalszej współpracy. Historia o tym, jak powoli następował rozkład ich relacji, który ostatecznie doprowadził do buntu Kiejstuta, to rzecz skomplikowana. Streśćmy ją więc do stwierdzenia, iż zamach zakończył się sukcesem, lecz już niebawem Jagiełło zdołał odzyskać tron. I, oczywiście, wtrącił zarówno stryja, jak i Witolda, do więzienia.

Kiejstut i Witold więźniami Jagiełły – Wojciech Gerson

Kiejstut niedługo po uwięzieniu zmarł. Nie wiemy teraz, czy sam, czy ktoś mu w tym pomógł… Jednak faktem jest to, że był już starszym człowiekiem, a jego duch został złamany niedawnymi niepowodzeniami. Witold natomiast nadal był młody i ambitny. Niektóre źródła głoszą, że jego żona, Anna, po otrzymaniu zgody na odwiedzenie męża w celi, zamieniła się z nim strojami, co pozwoliło Witoldowi na ucieczkę. Przyznać można, że brzmi to trochę jak urywek jakiejś baśni. Jedno jest pewne – ucieczka naprawdę miała miejsce.

Witold najpierw skierował się do męża siostry – księcia Janusza mazowieckiego. Szybko jednak zrozumiał, że nie otrzyma od niego żadnej pomocy. Potrzebował zresztą potężniejszego sprzymierzeńca, a więc spotkał się z marszałkiem Konradem Wallenrodem. Witold obiecał służyć Zakonowi Krzyżackiemu. Wybierając Zakon, myślał wyłącznie o względach pragmatycznych – w tej chwili jedynie tam mógł poszukiwać znaczącej pomocy. Wiedział, że Jagiełło nie odda mu dobrowolnie ojcowizny, gdyż wcześniej już o to bezskutecznie prosił. Musiał więc zdobyć ją w inny sposób. Wykorzystał tutaj swoją umiejętność dopasowywania do okoliczności, umiejętnie manewrował pomiędzy stronami. Wtrącając moje osobiste zdanie – działania Witolda były czymś niesamowitym. Nie ograniczała go zasada, że Krzyżak to wróg, z którym nie można w żaden sposób paktować. Nigdy nie bał się zawierać sojuszy, nawet jeśli miały skończyć się zdradą. W mojej opinii syn Kiejstuta to człowiek do granic pragmatyczny (a może właściwszym określeniem byłoby: cyniczny?), myślący o tym, jak osiągnąć swój cel. Koszt był zazwyczaj kwestią poboczną. Wiemy już, że przecież Witold został w końcu wielkim księciem litewskim, a więc dopiął swego.

Wielki Książę Litewski Witold siedzący na tronie według drzeworytu – Aleksander Lesser

Pod koniec 1382 roku odbył się zjazd u ujścia Dubissy. Zjawili się tam Krzyżacy oraz Jagiełło, który zgodził się na warunki, które były niezwykle korzystne dla Zakonu – Litwa miała przyjąć chrześcijaństwo, odstąpiono także Krzyżakom niektóre litewskie posiadłości. Koniec końców Jagielle nie można odmówić sprytu i przebiegłości. Nie był on człowiekiem uległym, a to wydaje się być jedną z cech polityka doskonałego. Poza tym wielki książę chyba od początku nie miał zamiaru przestrzegać tego, co Zakonowi przyrzekał, więc zapewne po prostu chciał Krzyżaków na jakiś czas… uspokoić. W czasie, gdy między zakonnikami a władcą Litwy panował pokój, Witold nie miał zbyt wielkiego pola do działania. To zmieniło się już kilka miesięcy później, gdy nie doszło do planowanego w lecie 1383 roku zjazdu Krzyżaków i Jagiełły. Wtedy Kiejstutowicz stał się wspaniałym pretekstem do najazdów na Litwę.

Krzyżacy wypowiedzieli Jagielle wojnę. Dowództwo nad wyprawą, która składała się z trzech tysięcy Żmudzinów, objął Witold. To on wcześniej został wysłany przez wielkiego mistrza na Żmudź, aby znalazł tam sojuszników. Pomaszerowano na Troki, które zostały zdobyte 12 września 1383 roku. Zostały one oddane synowi Kiejstuta. Tam zostawiono krzyżacką załogę, a następnie pomaszerowano na Wilno, którego zdobyć się nie udało. Troki utracono wkrótce. Krzyżacy dążyli do tego, aby uczynić Witolda wielkim księciem – byłby bowiem od nich zależny. Witold zaś nie walczył tylko o Troki, które były głównym grodem należącym do jego ojca. Witold pragnął całej Litwy i to ją uważał za swoją ojcowiznę. Wielka rejza Krzyżaków została nie tylko odparta, ale też z pewnością spowodowała wzmocnienie autorytetu Jagiełły, ukazała bowiem, że jest on w stanie obronić się przed wrogim najazdem. Natomiast Witold zyskiwał większe poparcie od Krzyżaków, z powodów czysto pragmatycznych. Zakon nie chciałby mieć za sąsiada silnego władcy, jakim mógł się stać Jagiełło, lecz zależnego od siebie Witolda.

Pamiętajmy o tym, że syn Kiejstuta w tym czasie nadal był poganinem. A w imieniu poganina walczyć nie wypadało, szczególnie jeśli tym walczącym miał być Zakon Krzyżacki… Wobec tego Witold przyjął chrzest. Od Zakonu otrzymał niewielki zamek Marienborg. W styczniu 1384 r. wielki mistrz zakonu oficjalnie zapowiedział pomoc Witoldowi w odzyskaniu dawnych ziem Kiejstuta. Z kolei Witold miał oddać Zakonowi całą Żmudź. Ojcowizna Witolda miała zostać lennem, które po śmierci jego potomków przeszłoby na własność Krzyżaków. Witold oddawał to, czym nie dysponował i do czego nie miał praw, jednak oczywiste jest, że nie zamierzał tych przyrzeczeń dotrzymać. Czyżby małe podobieństwo do brata stryjecznego?

Chrzest Litwy – Jan Matejko

W maju 1384 roku wyruszyła kolejna wyprawa krzyżacka, w wyniku której zburzony został zamek w Kownie i wybudowano własną twierdzę, Marienwerden. W czerwcu wystawiono kolejne dokumenty, potwierdzające wcześniejsze ustalenia, jednak cel Witolda znowu się oddalał. Wyprawa nie odniosła żadnych większych sukcesów, dalsze działania odłożono na kolejny rok. Sytuacja była patowa, ponieważ Witold nie miał, mimo wszystko, większych szans na odzyskanie ojcowizny, a państwo Jagiełły było ciągle osłabiane kolejnymi najazdami krzyżackimi. Ktoś musiał wyciągnąć rękę do zgody… czy był to wielki książę? W „Skardze” (to źródło krzyżackie, w którym Witold „składa zeznania” i opowiada swoje dzieje) Witold twierdzi, że Jagiełło „posyłał do niego bojarów i listy, przywołując imię na wszystkie jego dziedzictwo ojcowskie i przysięgi swe mu dając”. Jest to zapewne przedstawienie na korzyść Witolda. Nie mógłby powiedzieć Zakonowi, iż sam zdecydował się na porozumienie się z Jagiełłą. To bowiem nie tłumaczyłoby go z popełnionej zdrady, oznaczałoby działanie z premedytacją. Pozostało więc kreowanie wizerunku, w którym Witold, namawiany i przekonywany przez swego stryjecznego brata, wraca do niego, a następnie zostaje oszukany. Nawet jeśli to wielki książę pierwszy rozpoczął rozmowy z synem Kiejstuta, to trudno uwierzyć w tak uległą postawę tego pierwszego. Witold z pewnością rozumiał, że nawet odzyskawszy swoją ojcowiznę, byłby zależny od Zakonu i trudno byłoby ów stan rzeczy zmienić. Nie zyskałby dzięki temu autorytetu i nie posiadałby silnej władzy, w każdym razie zdobycie jej byłoby utrudnione. Istniała także możliwość, że Krzyżacy w ogóle nie zdołaliby pokonać Jagiełły. Nie jest natomiast całkiem nieprawdopodobne, że to Jagiełło pierwszy zasygnalizował chęć ugody, choć Witold miał ku temu równie dużo, jeśli nie więcej, powodów. Zdawał sobie zresztą sprawę z tego, że jest dla Zakonu tylko narzędziem i nie przedstawia dla nich jakiejś większej wartości.

Witold nie uciekł do wielkiego księcia po cichu. Wybierając się do Jagiełły, rozgłosił, że ów ciągnie na Prusy. Krzyżacy udali się więc na jego spotkanie, a w tym czasie Kiejstutowicz spalił niemalże puste grody krzyżackie Georgenburg, Neu-Baiern, a także własny – Marienborg. To, co stało się później, Witold określa w „Skardze” jako oszustwo. Nie dostał bowiem ojcowizny, którą Jagiełło mu obiecał. Czy można w takie stwierdzenie uwierzyć? Niekoniecznie. Z jakiej racji Witold miałby otrzymać tak wiele? Dodam też, że ówcześnie Troki posiadał Skirgiełło, brat Jagiełły (mający zamiłowanie do napojów wyskokowych). Z kolei gdyby wielki książę obiecał Witoldowi Troki, a następnie odmówił mu wydania ich, byłoby to zachęcenie do kolejnego buntu. Witold, jako powracający zdrajca, występował z takiej pozycji, że mógł przyjąć jedynie to, co Jagiełło mu zaproponował. Lekkomyślne byłoby nadawanie synowi Kiejstuta jego ojcowizny, co prowadziłoby do uzyskania szerokiej władzy.

Zamek w Trokach z XV wieku – współczesna wizualizacja

Unia krewska, zawarta pomiędzy Litwą a Polską, niczego nie mogła zmienić w położeniu Witolda, właściwie nawet je pogorszyła. Wiadomo, że Witold wrócił do wiary katolickiej (wcześniej ochrzcił się w wierze prawosławnej). Wystawił także akt hołdowniczy. Natomiast Skirgiełło, do którego Jagiełło miał najwięcej zaufania, stał się drugą osobą w państwie. W tej sytuacji Witold miał naprawdę niewielkie znaczenie i zdawał sobie zapewne sprawę z tego, że nieprędko się to zmieni – a może wcale. W 1387 roku Jagiełło wydał Skirgielle przywilej, w którym zapewniał mu, że będzie udzielał mu wszelkiej pomocy, nie zaufa słowom przeciwko niemu oraz że jego własności pozostaną przy nim aż do jego śmierci. Witold mógł sobie coraz bardziej zdawać sprawę z tego, że jeśli sam nie zacznie działać, to nic się nie zmieni. Skirgiełło stał się jego głównym wrogiem.

Jednym z pierwszych kroków Witolda przeciwko Jagielle, było zawarcie pod koniec 1387 roku umowy z synem wielkiego księcia moskiewskiego, Wasylem Dymitrowiczem. W wyniku rozmów ustalono, że córka Witolda, Zofia, wyjdzie za Wasyla. Podejmowanie jakichkolwiek umów było naruszeniem praw przez Kiejstutowicza. Witold pozwalał sobie na zbyt wiele, bo królowi Polski wcale nie było po drodze z wielkim księstwem moskiewskim i nie chciał zawierać z nią żadnych układów. Poszukiwał własnych sojuszników, którzy mogliby mu pomóc w zrealizowaniu celu. Jagiełło o tych rozmowach nie wiedział – nie mógł, bo na pewno by na nie nie pozwolił. Kolejnym potencjalnym sojusznikiem dla Witolda był oczywiście Zakon Krzyżacki. Nic nie wiadomo o tajnych rokowaniach, oprócz tego, że takowe były. Miały się one odbywać z wziętymi wcześniej do niewoli Krzyżakami, którzy po uwolnieniu trafili na dwór Kiejstutowicza. Być może Witold już wtedy zorientował się, że jego plany wydania za mąż córki zostały odkryte. W „Skardze”  Witold twierdzi, że to Skirgiełło namawiał go do wszczęcia buntu przeciwko Jagielle. Jak to uzasadniał? Ano tak, że gdyby się zbuntował, to król i jego brat mieliby szansę na ostateczne rozprawienie się z manipulowanym Witoldem. Witold, jak możemy zauważyć, przyjął za swój sposób obwinianie innych o to, w jaki sposób postąpił. To sprawiało, że robił wrażenie ofiary knowań innych.

W celu załagodzenia konfliktu Jagiełło nakazał Witoldowi i Skirgielle przybyć do Lublina 29 maja 1389 roku. Tutaj Kiejstutowicz zobowiązał się do „miłości braterskiej”, niedawania wiary w szkodliwym słowom kierowanym pod adresem Skirgiełły, o których miał obowiązek swego brata powiadomić. Obiecywał pomoc przeciw nieprzyjaciołom. Ambicja Witolda na pewno mocno cierpiała. Taki układ uznawał za znieważenie. Potem, choć nie wiadomo dokładnie kiedy, Jagiełło dowiedział się o planach Witolda i jego układach. Wtedy jego sojusznicy zostali spacyfikowani, a on sam był jeszcze mniej poważany niż wcześniej. Co innego mógł zrobić, jeśli nie zdradzić? Widział, że jego możliwości są bardzo niewielkie. Zawiódł jakiekolwiek resztki zaufania, jakie mógł mieć do niego Jagiełło. Bezczynność nie mogła poprawić jego sytuacji.

Krzyżaccy doradcy Kiejstutowicza udali się do Prus, aby przedstawić wielkiemu mistrzowi propozycje i zamierzenia Witolda. Nie wiadomo, czy Witold czekał na odpowiedź Zakonu, czy też uderzył na Wilno bez niej. Jak można się domyślać, Kiejstutowicz wybrał jednak pierwszą opcję – trudno byłoby Witolda oskarżać o bezmyślność. Zakon zgodził się na jego propozycję, pod warunkiem wysłania zakładników. Gdy Witold otrzymał już zapewnienie pomocy, sam uderzył na Wilno, z myślą, że umocni to jego pozycję, a miał już jakieś przesłanki ku temu, że jego plany mają szansę powodzenia. Być może coś by zdziałał, gdyby nie zdrada jego szwagra. Z zamachu nic nie wyszło, a Witold po raz kolejny był zmuszony do ucieczki.

Znów wiele obiecał Krzyżakom. Było to konieczne – inaczej by go nie poparli. Być może dla Witolda „cel uświęcał środki”. Jeśli uważał, że w ten sposób poprawi swoją sytuację, nie wzbraniał się przed obietnicami. I tak nie zamierzał ich dotrzymać. Zakon także traktował księcia instrumentalnie, bo był doskonałym pretekstem do wszelkich rejz na Litwę. Istotnie, wkrótce podjęto wyprawy na państwo litewskie, które toczyły się dla Witolda ze zmiennym szczęściem. Na krótko udało się zdobyć Grodno. W wyniku układu ze Żmudzią, Kiejstutowicz miał zostać „królem” Żmudzinów. Niepowodzeniem zakończyła się także wyprawa na Wilno.

Wilno z początku XV wieku – współczesna wizualizacja

Na początku 1391 roku córka Witolda poślubiła Wasyla Dymitrowicza, wielkiego księcia moskiewskiego. W lipcu tegoż roku Jagiełło obiecywał na piśmie Skirgielle, że bez jego wiedzy nie odda nikomu Wilna, Witebska, Grodna i Merecza. Mógł w ten sposób komunikować Witoldowi, że zdania nie zmienił – nie przekaże mu żadnych dodatkowych ziem we władanie.

Tymczasem Zakon wraz z Witoldem kontynuował niszczycielskie rejzy na Litwę. Bracia stryjeczni zapewne zdawali sobie sprawę z tego, że taki stan rzeczy nie może trwać za długo. Dalsze prowadzenie wojny powodowało wyniszczenie Litwy, wiązało się też z niemałymi kosztami. Jagiełło przez całe życie miał na sercu dobrobyt Litwy, dlatego można sądzić, że ugody z bratem stryjecznym były głosem jego rozsądku. Być może kalkulował, co Litwie przyniesie mniej szkód. Witold przecież zdołał już odzyskać większość swej dawnej ojcowizny, to jest księstwa trockiego, Krzyżacy mieli w swoich rękach Żmudź. Jagiełło, nauczony przeszłością, musiał sobie zdawać sprawę z tego, że nie zadowoli Witolda jakimś pomniejszym księstwem. Gdyby takowe mu podarował, Witold wcześniej czy później znów by się zbuntował.

Polska i Litwa były otoczone wrogami. Moskwa sprzyjała Witoldowi, z racji małżeństwa córki Witolda oraz Wasyla. Jagiełło musiał dostrzegać te zagrożenia. Trzeba też dodać, że Witold mógł się odwołać do swojego prawa do rządzenia Litwą, prawa wynikającego z przynależności do dynastii. Dodatkowo Kiejstut przez pewien czas był przecież wielkim księciem, teoretycznie więc Witold miał prawo do całej Litwy. A przynajmniej mógł się na to powoływać. Jagiełło dostrzegał to, stąd jego decyzja. Wkrótce wysłano do Witolda pewnego księcia, aby ten potajemnie przekazał mu propozycję. Jagiełło musiał również uzgodnić swoje plany ze Skirgiełłą. Celem był przecież pokój, nie chciał więc sprawić, żeby jego brat poczuł się zdradzony.

W dniu 4 sierpnia 1392 roku Witold i Jagiełło spotkali się w Ostrowie. Kiejstutowicz obiecywał wierność, wdzięczność i zapomnienie o wzajemnych urazach, a król Polski – wybaczenie wszelkich win. Przede wszystkim ważne jest to, że Witold odzyskał księstwo trockie i stał się namiestnikiem Litwy. Było to uważne i rozsądne posunięcie ze strony Jagiełły, które miało Kiejstutowiczowi sugerować, że jeśli nie okaże się lojalny, może oddane mu dobra ponownie utracić. Jagiełło musiał doprowadzić do trwałej wierności Witolda, oczekiwał od niego, że władza, którą otrzymał zaspokoi jego ambicje i pozwoli królowi utrzymać jego prawa do Litwy. Witold był praktycznie otoczony przez wiernych monarsze braci Jagiełły, dlatego też król przypuszczał, że będzie w stanie szybko zareagować na ewentualną próbę buntu Witolda.

Portret Witolda – autor nieznany

Witold cieszył się większym poparciem wśród Litwinów aniżeli Jagiełło czy Skirgiełło. W przypadku Skirgiełły można tu nawet mówić o niechęci poddanych do jego osoby. Witold nie zamierzał poprzestawać jedynie na namiestnictwie. Dążył do nieporozumień ze Skirgiełłą, aby umacniać swoją władzę. Wkrótce konieczna była interwencja króla, czego skutkiem było porozumienie w Bełzie w grudniu 1392 roku. Wyglądało na to, że ambicja Witolda nie została spełniona, ponieważ nie chciał być on jedynie wykonawcą woli polskiego króla, nie zamierzał również stać na straży interesów rodziny Jagiełły. Pragnął niepodzielnej i samodzielnej władzy dla siebie, dlatego dążył do usunięcia książąt litewskich z ich dzielnic.

Celem Jagiełły było zapewnienie spokoju wewnętrznego w wielkim księstwie oraz utrzymanie kontroli nad nim. Można uznać, że Skirgiełło oraz Witold mogli pełnić funkcję współrządzących. Jednak było to być może jedynie założenie króla Polski, który oczekiwał posłuszeństwa Witolda oraz jego współpracy z jego braćmi. Witold otrzymał władzę namiestniczą, jednak Skirgiełło nadal miał być liczącym się politycznie księciem, posiadającym zaufanie króla polskiego. Witold zmierzał jednak do czegoś więcej. Chciał zdobyć pełną władzę, z prawem do dziedziczenia dla swoich potomków.

Oczywiście, na tym nie kończy się wspólna historia Jagiełły i Witolda – o tym dobrze wiemy. Ich relacje już do końca będą bardzo napięte, zagmatwane, a przez to bardzo ciekawe. Witold był człowiekiem ambitnym, cynicznym. Dążył do obranego przez siebie celu i można powiedzieć, że dążyłby do niego nawet po trupach. Jagiełło poznał charakter swojego stryjecznego brata. Być może to więzy krwi sprawiały, że traktował go nieco łagodniej. Mógłby przecież zamknąć go w więzieniu, gdzie Witold spędziłby resztę swoich dni. Jednak przyszły wielki książę litewski miał także swoje zalety. Cieszył się sporą popularnością wśród Litwinów. Był dobrym władcą. Jagiełło to zauważał, co do tego nie można mieć wątpliwości. Czy możemy uznać, że był bardzo rozsądnym, kalkulującym człowiekiem, który wybierał najlepsze możliwe wyjście z sytuacji? Być może tak właśnie było, ale – jak to z historią bywa – na zawsze zostajemy w sferze domysłów.