Najpopularniejsze chyba święto, obchodzone prawie na całym świecie, choć w sekularyzowanej formie. Wszyscy wiemy jakie jest jego podłoże religijne – świętowanie narodzin Chrystusa. Ale skąd tak w zasadzie wziął się pomysł na jego obchodzenie, czemu dajemy sobie prezenty, stroimy choinkę i dlaczego obchodzimy je akurat 25 grudnia? 

Wszystkie religie, powstają i rozwijają się w określonych kulturach, a co za tym idzie niszczą lub wchłaniają zawartości tych kultur, przerabiając je na swój sposób. Nie inaczej rzecz miała się z chrześcijaństwem, o którym myślimy przeważnie jak o jakimś samoistnym bycie, który powstał w wyniku działalności Jezusa, sprawa jest jednak o wiele bardziej złożona. Nie zdajemy sobie nawet sprawy jak wiele różnorodnych wpływów przejawia się w tej religii, ponieważ powstała ona w specyficznym miejscu geograficznym, w którym spotykało się ze sobą wiele kultur, widoczne są więc wpływy chociażby zaratustryzmu, wierzeń greckich, rzymskich, czy egipskich. Tak samo święto, które dziś obchodzimy jako Boże Narodzenie, swoją genezę i obyczaje czerpie nie tylko z chrześcijaństwa, ale także z kultur mu obcych.

Należałoby więc zacząć od pytania, dlaczego akurat 25 grudnia?

Kulty solarne

„To, co w micie o Słońcu było piękne i wzniosłe, zostało przejęte przez chrześcijaństwo, Helios przeistoczył się w Chrystusa”

  • Teolog Carl Schneider

Heliolatria, czyli wielbienie słońca, ogrywało ogromną rolę w wielu wierzeniach i mitologiach (np. Aton i Ra w Egipcie, Helios i Apollo w Grecji, Sol w Rzymie). Takim bogiem jest także Mitra, bóstwo solarne z mitologii Indoirańskiej, którego kult w okresie hellenistycznym przywędrował także do Grecji. Tam Mitra zaczął być identyfikowany z Apollem i Heliosem, a później w Rzymie w III wieku n.e. (do którego trafił prawie w tym samym czasie co chrześcijaństwo) doprowadził do powstaniu kultu synkretycznego Słońca Niezwyciężonego, nazywanego Sol Invictus, który rozprzestrzenił się tam z niezwykłą siłą.

Sol Invictus na płaskorzeźbie rzymskiej z II w.

Dies natalis solis invicti (Dzień Narodzin Niepokonanego Słońca)

Reformacji kultu boga słońca Sola i połączenia go z coraz popularniejszym mitranizmem dokonał cesarz Aurelian, ustanawiając kult bóstwa Sol Invictus jako oficjalną religię państwa w 274 r.  Jednym z najważniejszych świąt tego kultu był Dzień Narodzin Niepokonanego Słońca, obchodzony (a jakże) 25 grudnia. Wierni zgromadzali się w nocy z 24 na 25 grudnia w podziemnym adytonie (ukrytej części sanktuarium), by około północy dokonać obrzędów konsekracyjnych. Następnie, o świcie, wierni szli z procesją, niosąc statuetkę dziecka, jako symbol urodzonego przez dziewice Boga-Słońca.

Choć niepowiązane bezpośrednio, ale istotne z dzisiejszej perspektywy są także obchodzone kilka dni wcześniej, bo 17-23 grudnia Saturnalia. Jest to wydarzenie w którym upatruje się początek wielu zwyczajów, które dziś kojarzą nam się nieodłącznie ze Bożym Narodzeniem. Ten okres był bowiem rozpoczynał się od darowania sobie wzajemnych urazów, rzymianie świętowali bez względu na stan społeczny, zamykano sądy i organizowano uczty.  Ważnym elementem było też obdarowywanie się prezentami 19 grudnia, a także chodzenie od domu do domu i śpiewanie nago, co część uczonych uważa za pierwowzór kolędowania (choć nie jest to oczywiste).

Pierwszym cesarzem, który przyjął chrześcijaństwo był Konstancjusz, postanowił on stworzyć religię uniwersalną, dlatego połączył kult Sol Invictusa z chrześcijaństwem. Wpływ tego wydarzenia jest ogromny, a jego skutki widoczne bardzo wyraźnie nawet dziś i to nie tylko w sferze religijnej (jak myślicie skąd się wzięła nazwa sunday?).

Peter Paul Rubens „Nawrócenie Konstantyna”

W początkach chrześcijaństwa narodziny Chrystusa nie były w żaden sposób obchodzone, jedyną okazją do świętowania była Pascha. Dopiero gdy Kościół zaczął zauważać, że wielu chrześcijan odczuwa pokusę przyłączania się do radosnych obchodów narodzin Boga-Słońca, postanowiono coś z tym zrobić. Ustanowiono więc w 353 roku rocznice urodzin Chrystusa na 25 grudnia, aby usunąć pogańskie święto ze świadomości. I jak widać udało się to doskonale.

Jak można przeczytać w adnotacji XII-wiecznego rękopisu biskupa syryjskiego Dionizego Bar Salibi: „To było zwyczajem pogan, aby świętować w tym czasie 25 grudnia urodziny Słońca, w którym zapalali światła na znak święta. W tych uroczystościach i hulankach chrześcijanie brali również udział. Dlatego też, gdy doktorzy Kościoła dostrzegli, że chrześcijanie mieli ciągoty do tego święta, obradowali i postanowili, że raczej należy obchodzić Święto Narodzenia w tym dniu”.

Początkowo Boże Narodzenie nie było traktowane jako święto szczególne. Święty Augustyn w liście do Januriusza (który dziwił się różnicy w statusie Wielkanocy a Bożego Narodzenia) odpowiedział tak: „Przede wszystkim musisz wiedzieć, że w obchodach narodzin Pana nie ma żadnego tajemniczego znaczenia; jest to po prostu przypomnienie, że Pan się narodził; dlatego potrzeba było tylko oznaczyć świętem religijnym dzień w którym nastąpiło to wydarzenie”.
List ten datowany jest na 400 rok, jednak już niedługo później Ojcowie Kościoła przestali oddzielać narodziny Chrystusa od całości jego dzieła Odkupienia, przez co zyskało ono na wadze.

 

Boże Narodzenie a słowianie?

Wiemy już mniej więcej jak wyglądało to w Rzymie i okolicach. Ale czy w naszym regionie działo się coś co miało wpływ na to jak dziś obchodzimy Święta? Okres przesilenia zimowego jest celebrowany w wielu kulturach i tak się składa, że religie i kultury słowiańskie nie są w tym przypadku wyjątkiem.

Kostiantyn Trutowski „Kolęda na Ukrainie”

Obchodzone w okolicach 21 grudnia święto zwykło się nazywać Świętem Godowym lub Szczodrymi Godami. Symbolizowało zwycięstwo światłą i życia nad ciemnością i śmiercią, okres od którego dni staja się dłuższe, a noce krótsze. Wiele zwyczajów utrzymało się u nas do dzisiaj, na przykład sianko pod obrusem. Zwyczaj ten nie wywodzi się wcale z chrześcijaństwa, choć z czasem przyjęto go jako nawiązanie do żłóbka, w którym narodził się Jezus. Początkowo jednak był to zwyczaj pogański, według badaczy służył obłaskawieniu demona Siema (i jego syna Ziemiennika) lub jako ofiara dla bóstwa zbóż i pól Rgieła.

Przesilenie zimowe u Słowian było także związane z pamięcią o zmarłych przodkach, silna była wiara w to, że tego dnia na ziemi zjawiają się dusze zmarłych i przybierają postać wędrowców lub zwierząt. W tym celu palono na cmentarzach ogniska i organizowano rytualne uczty, które z czasem przeniosły się do domostw, nie wolno było jednak nikomu odmawiać gościny. Według niektórych badaczy kontynuacją tego zwyczaju miało być pozostawianie dodatkowego miejsca przy stole.

Z wiary w dusze przodków odwiedzające nas pod postacią zwierząt wziął się też zwyczaj szczególnego ich traktowania w tę noc. Jak pisał Reymont w Chłopach: „Z każdej potrawy odkładają po łyżce dla bydła. Po wieczerzy odwiedzają oborę, pasiekę… Bydłu niosą jadło z wieczerzy z opłatkiem kolorowym…”
Być może stąd też pochodzi wiara w to, że w wigilijną noc mówią one ludzkim głosem.

Elementy starosłowiańskiej tradycji w niektórych miejscach, na przykład na wschodnich terenach polski, były widoczne jeszcze w XIX wieku. Wierzono, że w czasie wieczerzy odwiedzają nas osoby zmarłe, dzięki temu wykształciło się wiele osobliwych zwyczajów, jak na przykład pozostawianie łyżek na noc na stole, gdyż jak wiadomo duchy liżą łyżki. Na Sądecczyźnie pozostawiano dla duchów zmarłych część barszczu wigilijnego,  który obnoszono dookoła domu i wylewano po łyżce na każdy węgieł budynku.

 

Opłatek wigilijny
Pocztówka z wczesnego XX wieku, reprodukcja: Krzysztof Chojnacki

Pocztówka z wczesnego XX wieku, reprodukcja: Krzysztof Chojnacki

Mimo, że nie ma on rodowodu słowiańskiego to jednak współcześnie jest to zwyczaj najmocniej obchodzony właśnie w Polsce. Ma on swoje szczególne miejsce w polskiej kulturze, Sienkiewicz w Potopie tak przywołuje obraz wigilii na oblężonej Jasnej Górze: „… A w twierdzy, przy stołach okrytych sianem, oblężeni łamali się opłatkami… Życzyli sobie tedy wzajem pomyślności, długich lat lub niebieskiej korony i taka ulga spadła na wszystkie serca, jakby bieda minęła. 
A było przy przeorze jedno krzesło próżne, przed nim stał talerz na którym bielała paczka opłatków, niebieską wstążeczką obwiązana” W późniejszym fragmencie opłatki wysłano także oblegającym Szwedom. Jest to oczywiście fikcja literacka, opłatek zrobił jednak w Polsce ogromną karierę a jego zdobienia stały się małym dziełem sztuki.

Sam zwyczaj wywodzi się z okresu wczesnego chrześcijaństwa, kiedy to wierni przynosili do świątyni chleb i kładli go na ołtarzu, biskup, zgodnie z wiarą kościoła, część z nich zamieniał w Ciało Pańskie, a pozostałe błogosławił. Te pobłogosławione stawały się eulogiami, dzielono się nimi lub ofiarowane je tym, którzy nie mogli przybyć do świątyni. Z czasem zwyczaj ten rozwinął się i kościoły zaczęły przesyłać sobie poświęcony chleb na znak prawowierności i łączności, z czego rozwinął się zwyczaj przesyłania opłatka bliskim osobom, które nieobecne są przy stole wigilijnym.

Choinka, prezenty, Mikołaj?

Archibald Motley „Christmas Eve”

Choinka

Zwyczaj strojenia choinki w takiej formie w jakiej w jakim go współcześnie obchodzimy narodził się najpewniej w Alzacji około XVI wieku. Drzewka ubierano w ozdoby z papieru i jabłka, a ich wielkim zwolennikiem był Marcin Luter, dzięki czemu szybko zdobyły popularność w protestanckich Niemczech.

Włodzimierz Tetmajer "Podłażniczka"

Włodzimierz Tetmajer „Podłażniczka”

Historia dekorowania drzewka, albo częściej gałęzi, jest jednak o wiele starsza nawet od chrześcijaństwa. Zwyczaj obwieszania gałęzi łakociami i symbolami dostatku był obecny w antycznym świecie, jako instrument mający przyspieszyć nadejście wiosny. Od Arystofanesa wiemy, że w Atenach podczas targeliów (uroczystości ku czci Apollina) strojona gałąź z drzewa laurowego lub oliwkowego, zwaną Ejresiona. Obwieszano ją pasmami białej wełny, czerwonymi wstęgami, figami, naczynkami z winem, miodem i oliwą, a także pieczywem o wyszukanych kształtach. Podobno sam Homer, zanim jeszcze został królem poetów, będąc ślepym wędrownym śpiewakiem, obchodził z taką gałęzią bogate domy i przywołując błogosławieństwo niebios gospodarzy prosił o wsparcie.

 

Co ciekawe w słowiańskiej tradycji strojenie choinki w domu nie jest wcale zwyczajem nowym. Co prawda taka choinka nie wyglądała do końca tak jak dzisiaj, ponieważ… zwisała z sufitu. Najpowszechniejsza jej nazwa to podłaźniczka, choć na różnych terenach nazywa się ją inaczej, wieszano ją w okresie Szczodrych godów. Takiej choince przycinało się wierzchołki, zostawiając tylko boczne gałęzie, następnie jedną wieszano w nad drzwiami sieni z zewnątrz, drugą wewnątrz, inną u pułapu w oborze, wierzchołkiem do dołu i ostatnią, ustrojoną różnymi ozdobami (zwykle jabłkami, orzechami i dekoracjami z opłatków), wieszano u pułapu w izbie, gdzie miano jeść kolację. Drzewko takie miało chronić dom i jego mieszkańców od złych mocy i obezwładnić rzucane uroki. Tak więc Niemcy nie zapoczątkowali w Polsce mody na choinki, a jednie zmienili jej położenie.

 

Prezenty

Motyw obdarowywania się prezentami swoje pochodzenie może zawdzięczać już Saturnaliom o których pisałem wcześniej. W chrześcijaństwie zwyczaj ten powstał stosunkowo późno (około XIII wieku) i nawiązywał on do Trzech Królów, którzy obdarowali nowo narodzonego Jezusa, według tradycji prezenty wręczano wtedy, gdy zapłonęła pierwsza gwiazda na niebie, co miało symbolizować gwiazdę wskazującą drogę Trzej Królom. Zwyczaj ten początkowo obchodzony był przez arystokrację, później także przez bogatych mieszczan. Jego popularyzacja jest nieodłącznie związana z postacią Świętego Mikołaja.

 

Święty Mikołaj

W średniowieczu bardziej popularne niż wręczanie prezentów na święta 24 czy 25 grudnia, było wręczanie prezentów 6 grudnia jako forma oddawanie czci historycznemu św Mikołajowi biskupowi Miry. Głównym propagatorem zmiany był nie kto inny jak Marcin Luter, który uważał za lepszy pomysł obdarowywanie dzieci w Boże Narodzenie, ponieważ skieruje to zainteresowanie dzieci na Chrystusie.

Thomas Nast 1881

Święty Mikołaj przetrwał jednak w wyobraźni i stał się kimś w rodzaju ducha świąt, w różnych kulturach postrzegano go inaczej i jego wizerunek zmieniał się z czasem. W średniowiecznym Amsterdamie Sinterklaas  przypływał żaglowcem z dalekich ciepłych mórz z worem prezentów, a pomagał mu ciemnoskóry sługa zwany Zwarte Piet. Holenderscy rodzice straszyli wtedy swoje dzieci, że jeśli będą niegrzeczne to Zwarte Piet włoży je do wora i zabierze do Hiszpanii.

 

W 1823 roku Clement Clark Moore napisał wiersz Noc wigilijna, w którym Mikołaj przybywa saniami zaprzężonymi w renifery z bieguna północnego. Ta wizja bardzo szybko przyjęła się w Ameryce, ponieważ była neutralna religijnie. Pewien chłopiec z Kolorado, piszący do magazynu dziecięcego The Nursery pod koniec 1874 r., napisał: „Gdybyśmy nie mieszkali tak daleko od bieguna północnego, prosiłbym Świętego Mikołaja o przyniesienie mi osła”.

Jednym z pierwszy rysowników, którzy przedstawili Świętego Mikołaja i zapoczątkowali nasze współczesne wyobrażenie o nim, był Thomas Nast. W następnych latach figura Świętego Mikołaja zyskała ogromną popularność, wciąż nie był to jednak Mikołaj w czerwonym stroju i czapce z pomponem, tak jak go sobie dziś wyobrażamy.

Reklama Coca Coli z 1931 roku

 

 

Często uznaje się, że wizja Świętego Mikołaja w swoim obecnym stroju została zapoczątkowana w 1931 dzięki reklamie Coca Coli autorstwa Haddona Sundbloma. Nie była to jednak pierwsza okazja do zobaczenia tak ubranego Mikołaja, już wcześniej, chociażby w 1915 roku można było zobaczyć go w takim stroju w reklamach wody White Rock Beverages. Reklama Coca Coli miała jednak o wiele większą siłę przebicia i sprawiła, że wizerunek ten szybko stał się dominujący.

 

Tak kończy się nasza podróż przez świąteczne tradycje, mam nadzieje, że dowiedzieliście się czegoś ciekawego. Myślę, że znajomość zwyczajów i ich pochodzenia, zwłaszcza tych, które samemu się praktykuje, jest konieczna do ich przetrwania i zrozumienia, a chyba warto, żeby przetrwały. Są przecież symbolami, jedynymi z wielu z których składa się kultura ludzka, ale też jednymi z najważniejszych bo w wyjątkowy sposób łączą nas z tymi którzy byli tu przed nami.

 

 

W imieniu całego Pourri chciałbym życzyć Wam radosnych Świąt, pełnych kultury (zwłaszcza niepopularnej) i żebyście nauczyli się robić kulebiaka bo jest bardzo dobry. 

 

Źródła:

Karlheinz Deschner, I znowu zapiał kur : krytyczna historia Kościoła. T. 2
Robert Féry, Historia świąt chrześcijańskich
Maria Ziółkowska, Szczodry wieczór szczodry dzień: obrzędy, zwyczaje, zabawy
Hanna Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne

 

Obraz tytułowy Jan Steen „Dzień św. Mikołaja